FRAGMENTY „ŻYWOTA PROTOPOPA AWWAKUMA”

 

POWRÓT

 

Awwakum Pietrowicz Kondratjew (1620-82), święty, męczennik i wyznawca, protopop świątyni w Jurjewie Powołskim, uczestnik działalności Kólka obrońców dawnych cnót kościelnych, ideolog staroobrzędowia, pisarz. Urodzony w rodzinie popa. Działalność Awwakuma do czasu rozłamu skierowana była na naprawę życia cerkiewnego. Od początku reformy stał się obrońcą staroruskiej formy kultu, a co za tym idzie, ideologiem staroobrzędowia. Za niepodporządkowanie się oficjalnej Cerkwii wielokrotnie zssyłano go do odległych klasztorów i osad. W czasie swego ostatniego uwięzienia w Pustoziersku, napisał około 40 dzieł. Autor pierwszej autobiografii w języku rosyjskim, Żywota, napisanego przebogatym, jędrnym językiem. Na polecenie patriarchy Joachima spalony wraz z towarzyszami na stosie w Wielki Piątek, 14 kwietnia 1682 r. W 1916 r. kanonizowany przez popowców hierarchii białokrynickiej. Poniżej mały wybór z Żywota oraz dwa pisma polemiczne w przekładzie Wiktora Jakubowskiego.

 

Dzieciństwo. Wyświęcenie

 

A urodziłem się w kraju niżnonowogrodzkim, za rzeką Kudmą, we wsi Grigorowie. Ojcem moim był pop Piotr, matka Maria, w zakonie Martą nazwana. Mój ojciec miał pociąg do gorących napojów; matka moja oddawała się postom i modlitwie, zawsze uczyła mię bojaźni Bożej. Ja zaś, gdym pewnego razu ujrzał u sąsiada martwe zwierzę, powstałem z łoża tejże nocy i wielem przed obrazem płakał nad duszą swoją, rozmyślając o śmierci, że oto i mnie przyjdzie umrzeć; i od tego czasu przywykłem modlić się co nocy. Potem matka moja owdowiała, a ja młodo osierociałem i zostaliśmy wygnani przez współmieszkańców. Matka zapragnęła mię ożenić. Ja zaś modliłem się do Przenajświętszej Bogarodzicy, by dała mi żonę, która byłaby mi pomocnicą na drodze zbawienia. A była w tejże wsi dziewczyna, również sierota, przywykła chodzić ustawicznie do cerkwi - na imię miała Anastazja. Miała ojca kowala, Marek mu było na imię, bardzo zamożnego; lecz gdy zmarł, wszystko poszło na marne. Ona zaś żyła w ubóstwie i prosiła Boga, by została połączona ze mną związkiem małżeńskim; tak się też z woli Bożej stało. Potem matka moja odeszła do Boga w wielkim umartwieniu. Ja zaś, wygnany, przesiedliłem się w inne miejsce. Wyświęcono mnie na diakona, gdy miałem lat dwadzieścia i jeden, a po dwóch latach na popa; popem pozostawałem przez lat osiem, a potem podniesiony zostałem przez biskupów prawosławnych do godności protopopa - lat temu dwadzieścia, a w stanie kapłańskim pozostaję razem lat trzydzieści. Popem będąc wiele miałem dzieci duchownych - do dnia dzisiejszego chyba z pięćset albo sześćset. Nie przestawałem, grzeszny, trudzić się w cerkwiach i domach, na rozdrożach, po grodach i wsiach, także i w stołecznym grodzie i kraju sybirskim, każąc i głosząc słowo Boże - lat ze dwadzieścia pięć.

 

Pokusa. Widzenie

 

Gdy byłem jeszcze zwykłym popem, przyszła do mnie spowiadać się dziewczyna obciążona wieloma grzechami, winna rozpusty i wszelakich wszeteczności; zaczęła mi je w cerkwi płacząc, po kolei wyznawać, stojąc przed ewangelią. Ja zaś, lekarz po trzykroć przeklęty, sam uległem niemocy, od wewnątrz ogniem rozpusty rozpalony, i gorzko mi było w owym czasie; zapaliłem trzy świece, przylepiłem je do stolika i położyłem prawą rękę na płomień i tak trzymałem, aż zgasł we mnie grzeszny żar. Odesławszy zaś dziewczynę, zdjąłem, odmawiając modlitwę, ornat i pełen zgryzoty udałem się do domu. Było około północy. Przyszedłszy do swej chaty, płakałem przed obrazem Pańskim, aż mi oczy spuchły, i gorliwie się modliłem, by mię Bóg odłączył od mych dzieci duchownych: albowiem ciężkie to brzemię, niełatwe do noszenia. I padłszy twarz na ziemię, szlochałem gorzko i gdym leżał, straciłem świadomość; nie wiem sam, jak się to dzieje, że płaczę, a oczy serca mego są nad rzeką Wołgą. Widzę: płyną spokojnie dwie złote łodzie, a na nich złote wiosła i złote maszty i na każdej po jednym sterniku. Zapytałem: „czyje to łodzie”? Odpowiedzieli: „Łukasza i Wawrzyńca". Byli to moi synowie duchowni; skierowali mnie i mój dom na drogę zbawienia i zmarli pobożnie. I zaraz potem widzę trzecią łódź, zdobioną nie złotem, lecz pstrymi barwami: czerwoną i białą, i błękitną, i czarną, i popielatą, których piękna i dobroci nie ogarnie umysł ludzki. Promienny młodzieniec steruje siedząc na rufie, a łódź od tamtego brzegu Wołgi wprost na mnie pędzi, jak gdyby chciała mnie pożreć. I zawołałem: „Czyja łódź”? A siedzący w niej odpowiedział: „Twoja łódź! żegluj w niej z żoną i dziećmi, skoro prosisz”. I otrząsnąłem się i siedząc rozmyślam sobie: cóż to za widzenie? i co to będzie za żeglowanie?

 

W Moskwie. Nikon patriarchą. Opór przeciwko reformom

 

Potem Nikon, przyjaciel nasz, przywiózł z Sołowek relikwie metropolity Filipa. A przed jego przyjazdem Stefan spowiednik przez tydzień wraz z bracią - i ja z nimi byłem - pościł i modlił się do Boga o patriarchę, ażeby dał nam Bóg pasterza dla zbawienia dusz naszych. I wspólnie z metropolitą kazańskim Korneliuszem napisaliśmy suplikę za naszymi podpisami i złożyliśmy carowi i carowej – o spowiednika Stefana, by został patriarchą. Ten sam nie zechciał i wskazał metropolitę Nikona. Car go usłuchał i pisze list tamtemu na spotkanie: Przenajwielebniejszemu metropolicie Nikonowi, nowogrodzkiemu i wielkołuckiemu i wszech Rusi zdrowia życzymy i tak dalej ! A ten, gdy przybył, niczym lis wobec nas: czołobitności, pozdrowienia. Wie, że ma być patriarchą, baczy więc, by skądciś nie powstała jaka przeszkoda. Dużo by można prawić o tych knowaniach. Gdy zaś patriarchą został, przestał przyjaciół nawet do komnaty krzyżowej puszczać. A wkrótce i jad z siebie wypuścił: w Wielkim Poście przesłał pismo do cerkwi Matki Boskiej Kazańskiej, do Nieronowa Iwana. Był on moim ojcem duchownym, mieszkałem zawsze u niego w cerkwi; gdy się gdzieś oddalał, ja cerkwią zarządzałem. Jest dIa niego stanowisko, mówiono o mnie, w pałacu, w cerkwi Zbawiciela,  po nieboszczyku Sile; lecz Bóg tego nie chciał. A i moje starania niewielkie były. Dobrze mi było, Kazańskiej trzymałem się, czytałem ludziom księgi. Ludzi dużo przychodziło. W piśmie pisał Nikon: „Roku i dnia takiego a takiego. Wedle tradycji świętych apostołów i świętych ojców Kościoła nie przystoją w cerkwi pokłony z klękaniem; macie się w pas schylać a ponadto żegnać się trzema palcami” Zamyśliliśmy się, zebrawszy się pospołu, widzimy, że zima nadchodzi; serce zdrętwiało i nogi zadygotały. Nieronow przekazał mi cerkiew i sam jeden ukrył się w klasztorze czudowskim - przez tydzień modlił się w celi. I tam usłyszał głos od obrazu w czasie modlitwy: „Nadszedł czas cierpienia, macie cierpieć wytrwale”. Sam to płacząc opowiedział mnie, a potem biskupowi kołomieńskiemu Pawłowi, którego Nikon w końcu w ziemi nowogrodzkiej spalić kazał, Danielowi protopopowi kostromskiemu; opowiedział też wszystkim braciom. Ja zaś wraz z Danielem, sporządziwszy wypisy z ksiąg o składaniu palców i o pokłonach, podałem carowi; wiele tego napisano; on zaś ukrył je, nie wiem gdzie; zdaje mi się, że oddał Nikonowi.

 

Wkrótce potem Nikon schwytawszy Daniela w klasztorze za bramą twerską, ostrzygł mu głowę w obecności cara, zdarł sutannę, kazał uragając mu, odprowadzić do klasztoru czudowskiego do piekarni i po wielu mękach zesłał do Astrachania. Tam włożono mu koronę cierniową na głowę i w podziemnym więzieniu zamęczono. Gdy Daniela ostrzyżono, wzięto innego Daniela, protopopa w Tiemnikowie, i osadzono w klasztorze Zbawiciela Nowego. Potem - protopopa Nieronowa Iwana; zdjął z niego w cerkwi skufię i osadził w klasztorze syrnonowym, potem zesłał do Wołogdy, do klasztoru Zbawiciela Kamienistego, w końcu zaś do Ostrogu Kolskiego. Wreszcie, po wielu cierpieniach, opadł biedak z sił - przyjął „trzy palce” i tak zmarł. Oj, biada! Kto mniema, że stoi, niechże patrzy, aby nie upadł!. Czas to okrutny, kiedy, wedle słowa Pańskiego, duch antychrysta może zwieść i wybranych. Należy modlić się żarliwie do Boga, by nas wybawił i zmiłował się nad nami, albowiem dobry jest i ludzi miłuje.

 

Potem zabrał mnie z nabożeństwa nocnego Borys Nieledinski ze strzelcami; zabrano wraz ze mną sześćdziesięciu; odprowadzono ich do więzienia, mnie zaś we dworze patriarszym w nocy do łańcucha przykuto. W niedzielę o świtaniu posadzono mnie na wozie, rozciągnięto ręce i zawieziono z dworu patriarszego do klasztoru Św. Andronika. Tu wrzucono mię na łańcuchu do ciemnicy głęboko pod ziemią leżącej; i przesiedziałem trzy dni nie jedząc i nie pijąc; w ciemnościach siedząc biłem na łańcuchu pokłony, nie wiem, na wschód czy na zachód. Nikt do mnie nie przychodził, tylko myszy i karakony; i świerszcze cykają, a pcheł pod dostatkiem. Na trzeci dzień łaknąć zacząłem, to znaczy jeść mi się zechciało; i po nieszporach stanął przede mną - nie wiadomo, anioł czy człowiek, i po dziś dzień tego nie wiem; tyle, że w ciemnościach odmówił modlitwę i wziąwszy mnie za ramię, łańcuchem spętanego  doprowadził do ławki, posadził, włożył do ręki łyżkę i trochę chlebusia i dał zjeść kapuśniaku - smaczny był bardzo, wyborny! - i rzekł do mnie: „Dosyć, starczy ci dIa pokrzepienia”. I już go nie było. Drzwi się nie otwierały, a on znikł. Dziwne to, jeśli to był człowiek! Ale jeśli anioł, nic dziwnego - dIa niego nie ma nigdzie przeszkody. Rano przyszedł archimandryta z braćmi zakonnymi i wyprowadzono mnie; zarzucają mi, żem się nie ukorzył przed patriarchą, a ja na mocy Pisma swiętego gromię ich i łaję. Zdjęto ze mnie duży łańcuch i włożono mały. Oddano na pokutę jednemu z czerńców i kazano mu wlec mnie do cerkwi. Przed cerkwią targają mię za włosy i szturchają w boki, i trzęsą łańcuchem i plują w oczy. Niech im Bóg przebaczy w tym życiu i w przyszłym; nie ich to dzieło, Iecz złego szatana. Przesiedziałem tu cztery tygodnie.

 

Po mnie wzięto o tym czasie Longina, protopopa muromskiego: w soborze ostrzygł go Nikon w obecności cara, podczas mszy swiętej. Podczas przeniesienia ofiar patriarcha zdjął patenę z ciałem Chrystusowym z głowy archidiakona i postawił na ołtarzu, a archimandryta  czudowski Terapont, z kielichem stał na zewnątrz miejsca świętego przed wrotami carskimi. Och, od czynu żydowskiego gorsze jest to rozerwanie ciała Chrystusowego! Po ostrzyżeniu zdarto z niego sutannę i kaftan, Longin zaś, ogarnięty żarem płomienia boskiego, gromiąc Nikona, w oczy pluł mu przez próg miejsca świętego; zdjąwszy pas, zerwał z siebie koszulę i - o, cudzie! - koszula rozpostarła się i przykryła patenę jak welum. Była też w owym czasie w cerkwi carowa. Na Longina włożono łańcuch i bito miotłami i kańczugami wlokąc z cerkwi aż do klasztoru Epifanii, nagiego wrzucono do celi i postawiono na warcie strzelców, nakazując, by surowo strzegli. A Bóg podał mu w nocy nowe futro i czapkę. Rano powiedziano o tym Nikonowi, on zaś roześmiał się mówiąc: „Znam tych niby swiętych”. Czapkę mu odebrał, ale futro pozostawił.

 

Potem znów zaprowadzono mnie pieszo, rownież z rozciągniętymi rękoma, do dworu patriarszego, wiele się ze mną spierano i odprowadzono z powrotem. A na świętego Nikitę była procesja i znów mnie naprzeciw niej na wozie wieziono i przywieziono do soboru, by ostrzyc, i długo na progu podczas mszy świętej trzymano. Car zeszedł ze swego miejsca i, zbliżywszy się do patriarchy, uprosił go, by mnie nie strzyżono. Nie ostrzygłszy, odstawiono mnie do prikazu syberyjskiego i oddano w ręce diaka Trietjaka Baszmaka, który teraz - jako mnich Sawwatij - cierpi dla Chrystusa, uwięziony w klasztorze Zbawiciela Nowego, również w więzieniu podziemnym. Zbaw go, Panie! Wówczas  też był dIa mnie dobry.

 

Zesłanie na Sybir. Tobolsk

 

Potem zesłano mnie na Sybir z żoną i dziećmi. Ile było męki w drodze, o tym wszystkim dużo by można mówić, wystarczy, że drobną część wspomnę. Protopopowa urodziła niemowlę - chorą powieziono na wozie do Tobolska: trzy tysiące wiorst, ze trzynaście tygodni, wozem, woda i połowa drogi na saniach.

 

Arcybiskup w Tobolsku dał mi stanowisko. Tu w cerkwi wielkie klęski spadły na mnie: w ciągu półtora roku pięć słów carskich powiedziano przeciwko mnie, a niejaki Iwan Struna, diak dworu arcybiskupiego, do reszty duszę moją pognebił. Arcybiskup wyjechał był do Moskwy, a on pod jego nieobecność z poduszczenia diabła, napadł na mnie: chciał niesprawiedliwie męczyć diaka mojej cerkwi Antoniego. Antoni zaś przed nim uciekł i do mnie do cerkwi przybiegł. Ów zaś Struna Iwan, zebrawszy ludzi, przyszedł innego dnia do cerkwi – śpiewałem właśnie nieszpory - i, skoczywszy, chwycił Antoniego na miejscu śpiewaków za brodę. Ja wtedy drzwi do cerkwi zamknąłem i nikogo nie wpuściłem - sam Struna w cerkwi, niczym bies się kręci. Ja zaś, przerwawszy nieszpory, posadziłem go przy pomocy Antoniego na podłodze pośrodku cerkwi i mocno rzemieniem za napaść w cerkwi wychłostałem, pozostali, a było ich ze dwudziestu, wszyscy uciekli, gnani przez Ducha Świętego. I przyjąwszy skruchę Struny odesłałem go do domu. Krewni zaś Struny, popi i czerńcy, podburzyli całe miasto, pragnąc mnie zgubić. O północy przywieźli sanie przed moje domostwo i włamywali się do domu, chcąc mnie porwać i do wody rzucić. Lecz zdjał ich strach Boży i rzucili się do ucieczki. Z miesiąc męczyłem się kryjąc się przed nimi: czasem w cerkwi nocuje, czasem do wojewody pójdę, prosiłem, by mnie do więzienia wzięto. Nie puszczają. Towarzyszył mi często Mateusz Łomkow, w zakonie Mitrofanem nazwany; później był w Moskwie ekonomem przy metropolicie Pawle, w katedrze strzygł mnie wraz z diakonem Atanazym; ongiś dobry był, a teraz diabeł go pożarł. Potem arcybiskup przyjechał z Moskwy i za przewinienie kanoniczne kazał przykuć Strunę do łańcucha za to, że gdy pewien mężczyzna popełnił kazirodztwo ze swoją córką, on, Struna, wziąwszy pół rubla, puścił chłopa bez ukarania. Władyka rozkazał skuć go, także i o mojej sprawie wspomniawszy. Struna zaś udał się do wojewodów i wyrzekł przeciwko mnie „carskie słowo i sprawę”. Wojewodowie oddali go pod nadzór syna bojarskiego Piotra Biekietowa. Niestety, zguba zawitała do domostwa Piotrowego.

 

Boleje nad tym dotąd moja dusza. Naradziwszy się ze mną, arcybiskup w niedzielę prawosławia rzucił w wielkiej cerkwi klątwę na Strunę za popełnienie kazirodztwa. Ów zaś Biekietow Piotr, przyszedłszy do cerkwi, lżył arcybiskupa i mnie, a natychmiast po wyjściu został opętany przez biesów i idąc do domu zmarł okropną i złą śmiercią. Władyka i ja kazaliśmy porzucić ciało na pastwę psom na środku ulicy, ażeby mieszczanie jego grzech opłakiwali. Sami zaś przez trzy dni zadręczaliśmy Boga, prosząc, by mu wina ta została w dniu sądu ostatecznego odpuszczona. A po trzech dniach władyka i ja godnie go pochowaliśmy. Żałujac Struny, na siebie ściągnął nieszczęście. Dość mówić o tej żałosnej sprawie.

 

 

O Alleluja

 

Tenże Dionizy pisze o mocach niebieskich i opisuje, jak głoszą one chwałę Boga, złożone z dziesięciu chórów podzielonych na trzy rzędy: Trony, cherubiny i serafiny przyjmują uświęcenie od Boga i tak wołają: niech będzie błogosławiona chwała z miejsca Pańskiego! I przez nich przechodzi uświęcenie na drugi rząd, to jest mocarstwa, panowania, zwierzchności; ten rząd, sławiąc Boga, woła: alleluja, alleluja, alleluja! Według Alfabetu: al - Ojcu, el - Synowi, uja - Duchowi Świętemu. Grzegorz z Nysy objaśnia: alleluja - chwała Bogu; a Bazyli Wielki pisze: alleluja - mowa anielska, po ludzku powiedziawszy: chwała Tobie, Boże. Przed Bazylim śpiewano w cerkwi słowa anielskie: alleluja, alleluja, alleluja! Gdy nastał Bazyli, kazał śpiewać dwa słowa anielskie, a trzecie ludzkie, tym oto sposobem: chwała Tobie, Boże! Zgoda tu jest u świętych, i Dionizego, i Bazylego; trzykrotnie śpiewają, wspólnie z anioły chwalimy Boga, a nie czterokrotnie, wedle błędu rzymskiego; obrzydliwy Bogu jest czterokrotny śpiew taki: alleluja, alleluja, alleluja, chwała Tobie Boże! Niech będzie przeklęty, kto tak śpiewa. Wróćmy znów do tego, o czym pierwej była mowa. Trzeci rząd: moce, archanioły, anioły, który poprzez środkowy rząd przyjął uświęcenie, śpiewa: święty, święty, święty Pan Sabaoth, pełna jest wszystka ziemia chwały jego. Uważaj: i ten śpiew jest trzykrotny. Obszernie objaśniła to Przeczysta Bogarodzica, gdy się zjawiła uczniowi Eufrozyna pskowskiego imieniem Wasilij. Wielka bowiem w śpiewie alleluja chwała dla Boga, a od fałszywie mędrkujących wielka obraza: z Trójcy świętej po rzymsku słowami czwórkę robią, pochodzenie Ducha także od Syna wyrażają: złe to mędrkowanie, przez Boga i świętych przeklęte. Zbaw, Boże, prawowiernych od tego złego poczynania, w Chrystusie Jezusie Panu naszym, któremu chwała teraz i zawsze, i na wieki wiekom. Amen.

 

 

 

O trwaniu Królestwa Bożego

 

Psalm: „Pan na niebiosach założył stolicę swą, a królestwo jego nad wszystkimi panuje”. Wykładnia: Króluje Pan nasz Jezus Chrystus nad całym stworzeniem, nad wiernymi i niewierymi, Hellenami, Judejczykami, nad biesami nawet. Nie przerywa się królestwo jego i: „królestwu jego nie masz końca". Słuchaj, nikonianinie, mówi prorok, że wieczne jest królestwo Pana i nie przerywa się w czasie. Jeśli zaś gadasz kłamliwie, na zgubę sobie mówiąc nierozumnie: „królestwu jego nie będzie końca”, to ci się nie dziwię, bo pijany jesteś, upiłeś się z rąk niewiasty nierządnicy, która siedzi nad wielu wodami i jeździ na bestii szkarłatnej . Wielce upojne wino i napój upojny ma ta kurwa. Zdobna kurwa - łajdaczka, W purpurze królewskiej jeździ, ze złotego puchara dolewa. Upoiła rzymskie królestwo i polskie i wiele sąsiednich krajów, a i na Ruś naszą przyjechała w 160 roku i cara z carycą napoiła, więc się upił; nie wytrzeźwiał od tego czasu; bez ustanku pije krew świadków Jezusowych. Czy rozumiecie co mówię o niewieście, dzieci cerkwi ? Wszelką herezję nierządem nazywamy. Wszyscy heretycy mają słabość niewieścią: podobnie jak nierządnica chce każdego splugawić, tak odstępca Nikon z towarzyszami usiłuje wysmarować wszystkich nieczystoscią swego nierządu, aby odwieść od Boga wielkich i małych, bogaczy i ubogich, pokornych i żebraków , starych i młodych, młodzieńców i dziewice, i niemowlęta ssące pierś matczyną - heretyk pragnie ich wszystkich zgubić i oddać pod władzę diabła. Głosi dogmaty opaczne i daje fałszywe świadectwo o Chrystusie Jezusie, Panu naszym, mówiąc, że ten nie króluje ostatecznie, lecz dopiero po Sądzie Ostatecznym i wtedy królestwu jego nie będzie końca, teraz zaś króluje nad wiernymi i korzącymi się przed nim, a nad niewiernymi i inaczej myślącymi nie króluje ostatecznie. Ot, posłuchajcie, dobrzy ludzie, ich opacznego rozumowania. Łączą się w wyznaniu wiary z niewiernymi i inaczej myślącymi mówiąc: gdy po sądzie ostatecznym zapanuje, wówczas królestwu jego nie będzie końca. A gdyby wierzyli w Chrystusa, wyznawaliby wraz z wiernymi, że Chrystus panuje teraz i na wieki: królestwu jego nie masz końca. A tak jawnie się połączyli z biesami i niewiernymi i tak wierzą. Jeśli chcesz szczegółowo w tym się rozeznać przeczytaj w Tablicy ich kłamIiwą wykładnię. Niech ci Pan da rozum we wszystkm. My zaś jak wierzymy, tak wyznajemy. Pan króluje, w majestat się oblókł, to znaczy po męce i zmarwychwstaniu wstąpił na niebiosa i siedzi z Ojcem i Duchem Świętym; panuje bowiem i włada na wieki i królestwu jego nie masz końca.

 

 

POWRÓT