Wiktor Jakubowski

 

Z HISTORII KOLONIJ STAROOBRZĘDOWCÓW ROSYJSKICH NA MAZURACH

 

POWRÓT

 

Dzieje drobnej grupy staroobrzędowców rosyjskich zamieszkujących na Mazurach, w powiatach mrągowskim i piskim, wsie Wojnowo, Gałkowo, Piaski, w których ludność rosyjska stanowi większość, oraz Uktę, Nową Uktę, Zameczek, Kadzidłowo, Onufrygowo, gdzie jest w mniejszości, nie zwracały prawie wcale uwagi rosyjskich badaczy historii „starego obrzędu“. Niemal całkowite milczenie o niej panuje i w literaturze religijnej i czasopiśmiennictwie samych staroobrzędowców, które po ukazie o tolerancji 1905 r. doczekało się w Rosji krótkotrwałego rozkwitu. Toteż bibliografia przedmiotu w języku rosyjskim sprowadza się do zaledwie kilkunastu niewielkich pozycji.

 

Inaczej rzecz się ma po stronie niemieckiej. Poza materiałami archiwalnymi, a to aktami regencyj gąbińskiej i olsztyńskiej, znajdującymi się w Olsztyńskim Archiwum Akt Dawnych[1], cennym źródłem dla poznania losów staroobrzędowców mazurskich są artykuły regionalnych badaczy rozsiane po czasopismach naukowych Prus Wschodnich, a po części i berlińskich. Szczegółowe dane o pierwszych dziesięcioleciach istnienia kolonij staroobrzędowców zawierają przede wszystkim pionierskie (niestety, o czym niżej, tylko częściowo zachowane) prace znanego działacza mazurskiego Marcina Gerssa i obfitujące w materiał statystyczny artykuły pastora Emila Titiusa. Stan z końca XIX wieku obrazuje rozdział „Die Philipponen“ książki Franciszka Tetznera Die Slawen in Deutschland, Braunschweig 1902, będący zresztą w części historycznej przeważnie niesamodzielną kompilacją[2].

 

Studium niniejsze oparte jest zarówno na materiałach niemieckich i rosyjskich, jak na informacjach zebranych w sierpniu 1959 r. u mieszkańców Wojnowa. Za ułatwienie mi dostępu do źródeł niemieckich w bibliotece Instytutu Mazurskiego w Olsztynie składam serdeczne podziękowanie p. Dr Emilii Sukertowej-Biedrawinie. Wybitnemu znawcy zagadnień związanych z ruchem staroobrzędowców, samodzielnemu pracownikowi nauki Instytutu Literatury Rosyjskiej Akademii Nauk ZSRR („Dom Puszkinowski“) w Leningradzie Włodzimierzowi Małyszewowi należy się nie mniej serdeczna wdzięczność za cenne wskazówki i pomoc w poszukiwaniach bibliograficznych.

 

Składam też podziękowanie Matce Przełożonej klasztoru Spas-Troickiego w Wojnowie Antoninie za udzielone mi informacje o dziejach tego klasztoru w ostatnim sześćdziesięcioleciu i udostępnienie mi klasztornego księgozbioru.

 

Staroobrzędowcy, którzy około 1830 roku przybyli na Mazury, byli wychodźcami z sąsiednich, przygranicznych terenów Królestwa Kongresowego, mianowicie z Suwalszczyzny i Augustowszczyzny, gdzie dziś jeszcze mieszka około 90 rodzin staroobrzędowców[3].

 

Gdy po trzecim rozbiorze powiaty sejneński, suwalski i augustowski weszły w skład Prus, znalazło się tam według danych statystycznych 1798 r. 995 rodzin staroobrzędowców, co, gdy weźmiemy pod uwagę ich znaczną rozrodczość i uwzględnimy przypisaną do zamożnych rodzin czeladź, odpowiada w przybliżeniu cyfrze 10 000[4]. Była to najdalej na południe wysunięta grupa staroobrzędowców, którzy, chroniąc się przez prześladowaniami, licznie w XVIII wieku osiadali na ziemiach Rzeczypospolitej.

 

Przez krótki czas pozostawania tego obszaru pod panowaniem Prus administracja pruska nie zdążyła się zainteresować staroobrzędowcami, w niczym ich nie krępowała i pozostawiła po sobie dobre wspomnienie. Także i władze Księstwa Warszawskiego, któremu tereny te przypadły w r. 1807 na mocy traktatu tylżyckiego, me miały czasu zająć się staroobrzędowcami. Jak się zdaje, w ciągu siedmiu lat istnienia Księstwa nie ustawała imigracja staroobrzędowców z Ziem Zabranych, gdzie się już zaczynały prześladowania.

 

Natomiast w Królestwie Kongresowym zarządzenia władz, jakkolwiek nie wymierzone specjalnie przeciwko staroobrzędowcom[5], zostały przez nich rychło odczute jako wielce uciążliwe. Pierwszym kamieniem obrazy stało się egzekwowanie przez administrację, na mocy kodeksu Napoleona, obowiązku rejestracji urodzin, ślubów i zgonów w aktach stanu cywilnego. W odniesieniu do staroobrzędowców prowadzenie tych aktów zostało zlecone nastawnikom. Tymczasem w świetle eschatologicznych wyobrażeń staroobrzędowców wszelka rejestracja była rozumiana jako „pieczęć antychrystowa“. Toteż jakkolwiek nastawnik Wasilij Maksimow z Pogorzelic powiatu sejneńskiego uległ naciskowi i podporządkował się zarządzeniu, to słynący ze świątobliwości Jefim Borisow z Głębokirowa powiatu suwalskiego wręcz odmawiał zarejestrowanym chrześcijańskiego pogrzebu. Sprawa oparła się o Komisję Spraw Wewnętrznych oraz Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, a w końcu o samego wielkiego księcia Konstantego, który w 1821 czy 1822 roku wezwał do siebie Jefima i więził go przez 2 tygodnie w Belwederze. Dopiero pod nieobecność Konstantego, za wstawiennictwem jego adiutanta Kuruty, wypuścił go na wolność generał Zajączek.

 

Nowy konflikt wybuchł w r. 1824 w związku z poborem rekruta, któremu z motywów religijnych (m. in. ze względu na obowiązkowe w wojsku golenie brody, wspólne z innowiercami spożywanie posiłków itd.) nie chcieli poddać się staroobrzędowcy, a następnie w związku z odmową wykonania rozporządzenia o posyłaniu dzieci do szkół i płaceniu dziesięciny na rzecz katolickich parafii.

 

Za opór władzy został uwięziony Jefim Borisow, lecz jego brat Sidor, człowiek bardzo zamożny i sprytny, potrafił wyjednać w Petersburgu nie tylko jego zwolnienie, lecz i zgodę na wykupywanie się staroobrzędowców od obowiązku dawania rekrutów przez wystawianie najemnych zastępców. Sukces ten pozostaje w niewątpliwym związku z względnie liberalną polityką Aleksandra I w stosunku do „starego obrzędu“.

 

Gwałtowne zaostrzenie kursu w stosunku do wyznawców „starej wiary“, które nastąpiło po wystąpieniu na tron Mikołaja I, odbiło się i na sytuacji staroobrzędowców w Królestwie. Zbiegł się z nim prawdopodobnie – w okresie bezpośrednio poprzedzającym powstanie – i niechętny stosunek do ludności rosyjskiej organów, zwłaszcza niższych, administracji polskiej Królestwa Kongresowego.

 

W takich warunkach dojrzewała wśród staroobrzędowców myśl o emigracji do sąsiadujących o miedzę Prus w nadziei znalezienia tam zakątka, gdzie mogliby zapewnić sobie swobodę od sprzecznych z nakazami religii wymagań władzy świeckiej.

 

Już na początku lat dwudziestych udali się do Prus emisariusze, w tej liczbie dopiero co wspomniany przedsiębiorczy Sidor Borisow, brat Jefima, który się chwalił, że jest „przyjacielem króla pruskiego“ i widocznie w rzeczy samej zachował jakieś stosunki z urzędnikami pruskimi[6] z czasów, kiedy przez 13 lat był poddanym pruskim. W 1824 r. wpłynęło do regencji gąbińskiej podanie o zezwolenie na osiedlenie, umotywowane prześladowaniami religijnymi ze strony rządu rosyjskiego, a 5 grudnia 1825 r. Fryderyk Wilhelm III podpisał reskrypt na imię ministra spraw wewnętrznych i policji von Schuckmanna, wyrażający zasadniczo zgodę na sprzedaż włościanom należącym do grecko-chrześcijańskiej sekty filiponów[7] nieuprawianych (tzn. zalesionych) gruntów i na ich osiedlenie się w Prusach ze zwolnieniem w pierwszym pokoleniu[8] od poboru do wojska, pod warunkiem jednakże uprzedniego uzyskania paszportów od władz Królestwa Polskiego. Niemcy chętnie zgodzili się na przyjęcie nowych osadników, cieszących się doskonałą opinią jako ludzie uczciwi, trzeźwi, pracowici i, co najważniejsze, zamożni, gdyż tylko tacy mogli nabyć będące do sprzedaży grunty (jedyną ulgą było zwolnienie od podatków na okres sześciu lat). Staroobrzędowcom zaś porośnięte dziewiczą puszcza, rzadko zaludnione tereny wydawały się ową upragnioną „pustynią“ z ludowych duchownych stichów (pieśni religijnych), gdzie, z dala od pokus tego świata, nie tylko zachowają wiarę nienaruszoną, ale i pomnożą swe dobra doczesne.

 

Osiedlenie nie mogło jednak nastąpić od razu ze względu na przeszkody stawiane przez administrację Królestwa. Dopiero 10 sierpnia 1827 r. wydany został paszport pierwszemu przesiedleńcowi. Był nim bogacz Onufrij Jakowlew, urodzony w 1778 r. w tzw. Inflantach Polskich w mieście Rzeżycy (ros. Rieżyca, łot. Rezekne). Lecz Onufrij jeszcze przez parę lat zwlekał z wyjazdem. Dopiero 29 stycznia 1830 r. przez komorę celną w Mieruniszkach przeszły zwolnione od cła będące jego własnością 25 cetnarów sieci rybackich, a w czerwcu tegoż roku on sam osiadł w pobliżu jeziora Bełdany w miejscowości, która od jego imienia otrzymała nazwę Onufrijewo (po niemiecku Onufrigowen, skąd urzędowe brzmienie polskie Onufrygowo). On też został głównym mężem zaufania administracji pruskiej. Tereny zaoferowane nowym osadnikom znajdowały się częściowo, nad wspomnianym już jeziorem Bełdany, przeważnie zaś nad rzeką Krutynią, w okolicy Ukty[9]. Do 26 listopada 1830 r. przybyło tu 226 przesiedleńców. Powstanie listopadowe zahamowało dalszą emigrację, zwłaszcza że latem 1831 r. Prusy pod pretekstem epidemii cholery w Królestwie zamknęły granicę i ustanowiły kwarantannę. Toteż w r. 1831 granicę przekroczyła (po części nielegalnie) całkiem nieznaczna liczba staroobrzędowców.

 

Przybyli zaczęli jednak zawierać akty kupna-sprzedaży. Leśniczy Eckert donosi więc regencji o dokonanej 3 grudnia 1831 r. sprzedaży 1504 morgów pruskich[10] lasu w miejscowości, która otrzymała od jego nazwiska nazwę Eckertsdorf. Jednym z głównych nabywców był tu znany nam Sidor Borisow. Urodzony w r. 1778 jako syn poddanego we wsi Wojnowo pod Rzeżycą, w r. 1798 przybył do Sejn, pracował tam z początku jako parobek, szybko się wzbogacił. Był głównym inicjatorem i organizatorem przesiedlenia i przez szereg lat sołtysem nowej osady, której dał nazwę swej wsi ojczystej. Nazwa Wojnowo wyparła urzędową nie tylko w życiu, ale i w wielu pracach niemieckich.

 

Po Wojnowie zostały zawarte akty kupna-sprzedaży na następujące obiekty (w nawiasach podaję nazwy niemieckie):

 

W grudniu 1831 r. Zameczek (Schlösschen) na lewym brzegu Krutyni w 1-2 kilometrach na północ od Wojnowa oraz Gałkowo (Galkowen) i Mościszki (Nikolaihorst)[11] na północ od Zameczka.

 

1 kwietnia 1832 r. Śwignajno (Schönfeld, skąd także Ładne Pole) na północny zachód od Wojnowa i Piaski (Piasken) nad jeziorem Bełdany. Wiosną 1832 r. Kadzidłowo (Kadzidlowen) na północ od Ukty.

 

Latem 1832 r. zostały nabyte Piotrowo (Peterhain) i Osiniak (Fedorwalde) - w 1-2 kilometrach na zachód od Wojnowa.

 

Ostatnim nabytkiem było w 1840 r. Iwanowo (Iwanowen) w pobliżu Gałkowa.

 

Staroobrzędowcy nabyli łącznie w różnym czasie 5047 morgów pruskich za 24084 talarów.

 

Według pruskich danych urzędowych nowe kolonie liczyły w połowie 1832 r. 213 mieszkańców (Wojnowo - 79, Onufrygowo - 4, Gałkowo - 36, Kadzidłowo - 3 itd.), tzn. nieco mniej niż w 1830 r., w lutym 1833 r. cyfra ta wzrasta do 264, wiosną tegoż roku do 300.

 

Wszyscy przesiedleńcy przybyli z Królestwa, mianowicie z powiatów suwalskiego, augustowskiego i sejneńskiego, dokąd znaczna ich część emigrowała w XVIII wieku z guberni witebskiej (powiatów rzeżyckiego i dynaburskiego) i pskowskiej[12]. Zgodnie wskazują na to zarówno dane archiwalne, jak zachowane dotąd a opisane przez I. Grek-Pabisową w przygotowanej przez nią do druku rozprawie doktorskiej cechy językowe staroobrzędowców mazurskich.

 

Początkowo administracja pruska zupełnie się nie wtrącała w wewnętrzne stosunki prawne i zwyczaje staroobrzędowców, przyznając im de facto swego rodzaju samorząd, przy czym za porządek w osadach byli odpowiedzialni wobec władz sołtysi, a w Kadzidłowie i Onufrygowie, które były właściwie niewielkimi majątkami ziemskimi, ich właściciele[13]. Niemcy nie mieli na razie powodów do uskarżania się na przybyszów, jeżeli nie liczyć kłopotów wynikłych z nieprzestrzegania całkowicie dla nich niezrozumiałego, a w świetle ich eschatologii budzącego niepokój reskryptu z 21 stycznia 1831 r. o planach budowlanych. Przeciwnie, zdumiewali oni sąsiadów swą energią, czystością (łaźnie w każdym obejściu), trzeźwością, pracowitością i wytrwałością. Już w 1833 r. pastor Schulz w notatce Einiges über die Ansiedlung der Philipponen in der Nikolaiker und Crutinner Forst[14] pisał, że nowi osadnicy dokonywali cudów, przekształcając w krótkim czasie puszczę w uprawne pola. „Pracowitość i trzeźwość kolonistów mogą wywrzeć dodatni wpływ na miejscową ludność“.

 

Toteż zamożność staroobrzędowców mazurskich szybko wzrastała. O bogactwie Onufrija Jakowlewa, który siedział na 360 hektarach i którego zabudowania przypominały raczej dwór ziemiański, krążyły legendy (miał ponoć mierzyć złoto na garnce). 1 czerwca 1833 r. rząd pruski zrównał staroobrzędowców pod względem prawnym z poddanymi pruskimi i co było szczególnie ważne dla gospodarzy, zezwolił na przyjmowanie jako parobków przybyszy z zagranicy. Lecz brak skutecznej kontroli nad ruchem ludności (3 żandarmów na 11 rozrzuconych po lasach wsi) i nieumiejętność rozpoznawania podobnych do siebie brodaczy o egzotycznym wyglądzie niezmiernie ułatwiały przenikanie do środowiska „filiponów“ niepożądanych dla władz elementów. Niemniej landrat ządzborski Lyśniewski w raporcie złożonym 2 czerwca 1834 r. regencji gąbińskiej wydał o przesiedleńcach opinię na ogół korzystną, wymieniając jako jedyny wyjątek awanturnika Fomę Iwanowa z Wojnowa.

 

Tymczasem administracja pruska zabrała się z iście niemiecką systematycznością nie tylko do uporządkowania stanu prawnego przybyszy, ale i do zbadania ich religii, obrzędów i obyczajów. W lipcu i sierpniu 1834 roku królewska komisja, złożona z komisarza von Bertrama, kantora parafii ewangelickiej w Mikołajkach, przyszłego znanego działacza mazurskiego Marcina Gerssa (1808-1895) i urzędnika sądowego Rödenbecka poddała szczegółowemu przesłuchaniu 12 najstarszych mieszkańców wsi „filipońskich“ z Onufrijem Jakowlewem i Sidorem Borisowem na czele. Stawiane pytania odznaczały się drobiazgowością i dotyczyły historii schizmy („raskołu“) w kościele prawosławnym, dziejów samych „fiłiponów“, ich wierzeń, nabożeństwa, zwyczajów prawnych, obyczajów itp. Głównym informatorem komisji był Onufrij Borisow, pozostali tylko potwierdzali jego odpowiedzi, niewiele do nich dodając.

 

Prócz tego von Bertram w towarzystwie członków komisji i landrata Łyśniewskiego zwiedził Kadzidłowo, Mościszki, Wojnowo i Onufrijewo, rozmawiał z mieszkańcami (rozmowy te były bez wątpienia prowadzone po polsku), zwiedził dom modlitwy, obejrzał ikony i księgi liturgiczne (wielkie wrażenie wywarło na nim bicie w cztery dzwony)[15]. Starszyzna zadeklarowała wobec Bertrama gotowość podporządkowania się zarządzeniom władz pod warunkiem, że nie będą one sprzeczne z nakazami religii, jednakże – szczegół charakterystyczny dla ludzi przyzwyczajonych do ostrożności przy kontaktach z urzędnikami - uchylała się od wyraźnych odpowiedzi na konkretne pytania. Żegnając odjeżdżającego von Bertrama chór odśpiewał jakąś pieśń (być może było to tzw. mnogoletije).

 

Niestety, protokoły przesłuchań mikołajskich pozostały mi niedostępne. Prawdopodobnie uległy zniszczeniu podzieliwszy los królewieckiego archiwum akt dawnych.

 

Protokoły te zostały jednak wszechstronnie wykorzystane przez autorów prac niemieckich opisujących życie staroobrzędowców mazurskich. Z nich zasługuje przede wszystkim na wymienienie wspomniany już Marcin Gerss, który wyniki swych wieloletnich pionierskich badań i obserwacji zebrał w rozprawie Die Philipponen, oder Darstellung der Entstehung ihrer Sekte, ihrer Einwanderung nach Preussen, ihrer Kolonien, ihrer Lehre, ihrer kirchlichen Zeremonien, ihrer Sitten und Gebräuche, ihrer Lebensart. Niestety, liczący około 430 stron rękopis tego dzieła zaginął[16]. Jednak niektóre jego rozdziały zostały ogłoszone drukiem już po śmierci autora w latach 1909-1910, w różnych czasopismach (zob. Bibliografię) przez Franciszka Tetznera, autora książki Die Slawen in Deutschland, Braunschweig 1902, której rozdział zatytułowany „Die Philipponen“ jest zresztą w znacznej mierze oparty na materiałach zebranych przez Gerssa.

 

Gerss na polecenie królewskiej komisji zaczął studiować religię staroobrzędowców i w tym celu nauczył się języka cerkiewnosłowiańskiego, a prawdopodobnie także rosyjskiego. O dobrej znajomości cerkiewnosłowiańszczyzny świadczą wierne przekłady modlitw i niemal bezbłędny zapis graźdanką dwóch niewielkich tekstów. Umożliwiło mu to sporządzenie wykazu tytułów około 20 ksiąg, jakie widział w Wojnowie i okolicznych wsiach[17].

 

W raporcie złożonym regencji gąbińskiej von Bertram wydał przychylną na ogół opinię o nowych osadnikach, których liczba wzrosła w r. 1834 do 432, a w r. 1835 do 460. Mimo to stosunki między nimi a administracją zaczęły się rychło psuć. Staroobrzędowcy odczuwali jako coraz bardziej uciążliwe pruskie ustawy i przepisy, z których jedne wydawały się im niezrozumiałe, a inne uważali za sprzeczne z nakazami religijnymi. Niemało nieporozumień powodowały odmowy podpisywania się na dokumentach. Poważne komplikacje powstały wskutek tego, że niektórzy z przesiedleńców powrócili do Królestwa odprzedawszy swe grunty sąsiadom bez formalnego uregulowania transakcji na piśmie. W końcu do Wojowa przybył w sierpniu 1835 r. celem uregulowania hipotek asesor regencji Thomas. Lecz przyjazd wypadł nie w porę, bo w wilię Wniebowzięcia, w czasie, gdy odbywało się wieczorne nabożeństwo (wsienoszcznaja), toteż nie udało mu się z nikim rozmówić. Na wezwanie Thomasa zainteresowani zobowiązali się zgłosić się do landrata w Mikołajkach w dniu 5 września, lecz i w tym terminie nikt się nie stawił. Przybyli 7 września, lecz ku oburzeniu urzędników wszyscy, aus nichtigen Gründen, zgodnie odmówili podpisów. Załatwienie sprawy przeciągnęło się na kilka miesięcy, przy czym najdłużej trwał bierny opór mieszkańców Wojnowa i Kadzidłowa.

 

Przez kilka lat staroobrzędowcy odmawiali wykonywania przepisów o obowiązkowym ubezpieczeniu od ognia.

 

Mieli zresztą przesiedleńcy i słuszne pretensje do skarbu państwa o niewykonanie na czas zobowiązania do sprzątnięcia wyrąbanych drzew, co opóźniało podjęcie uprawy wykarczowanych terenów. Wytoczony proces zakończył się po paru latach polubownie, przy czym osadnicy uzyskali zwolnienie od podatków do 1 stycznia 1840 r., przedłużone następnie do 1843 roku włącznie.

 

20 czerwca 1834 roku została wprowadzona kontrola policyjna staroobrzędowców. Jednocześnie odwołano zarządzenie zezwalające na przyjmowanie do pracy poddanych rosyjskich. Sprzedaż ziemi nowo przybywającym staroobrzędowcom została wstrzymana. Zezwoleń udzielano tylko w zupełnie wyjątkowych wypadkach, a i to tylko w granicach już istniejących osad. Niemniej nie ustawała nielegalna, imigracja staroobrzędowców, a niekiedy i prawosławnych, zarówno uchylających się od wojska, jak zbiegłych poddanych. Niektórzy po uzyskaniu pruskiego paszportu nieopatrznie powracali w rodzinne strony i wpadali w ręce policji, po czym następowały protesty ze strony rosyjskiego konsula generalnego w Królewcu, a nawet posła przy dworze berlińskim. Tak np. niejaki Iwan Andriejew, aresztowany z pruskimi papierami w guberni czernihowskiej, okazał się zbiegłym poddanym hrabiego Razumowskiego. W 1836 r. pułkownik żandarmerii Rutkowski donosił z Augustowa swym władzom przełożonym, że dezerterzy z wojska rosyjskiego coraz częściej zdobywają w Prusach przy pomocy tamtejszych staroobrzędowców paszporty i wracają z mmi do Rosji.

 

Zresztą rosyjskie placówki graniczne, ku niezadowoleniu władz pruskich, z reguły odmawiały przyjmowania wysiedlanych przez żandarmerię, nielegalnie przybyłych do Prus, poddanych rosyjskich.

 

Należy zauważyć, że i wśród osiadłych na stałe „filiponów“ znalazły się elementy sprawiające kłopot władzom pruskim. J.P. Kuzniecow, który zimą 1871/72 roku zwiedził Wojnowo i okoliczne wsie, potwierdza na podstawie relacji starszych ludzi wiadomości źródeł niemieckich o wypadkach bandytyzmu, które miały miejsce około 1840 roku, i opowiada w szczególności o pięciu synach bogacza Onufrija Jakowlewa, z których czterej uprawiali rozbój po obu stronach granicy, aż zginęli gwałtowną śmiercią, a o bójkach wszczynanych z Mazurami przez piątego krążyły wręcz legendy. Według świadectwa tegoż Kuzniecowa niedzielne spotkania staroobrzędowców z Mazurami przy karczmie w Ukcie kończyły się bójkami wskrzeszającymi tradycje rosyjskich walk na pięści[18].

 

W związku z tym dla ułatwienia kontroli w r. 1839 została przeprowadzona rejestracja ludności wsi zamieszkałych przez staroobrzędowców, przy czym została ona podzielona na dwie kategrie: osób osiadłych przed 1834 r., zwolnionych z poddaństwa rosyjskiego i de facto posiadających wszystkie prawa poddanych pruskich, jakkolwiek formalnie nie naturalizowanych, i tymczasowo zamieszkałych poddanych rosyjskich. W wyniku rejestracji we wsiach „filipońskich“ okazało się 988 mieszkańców (w lutym 1833 r. - 264), w tym 110 tymczasowo zamieszkałych; według wyznania: 790 staroobrzędowców (88 tymcz.), 35 prawosławnych (24 tymcz.), 33 katolików (7 tymcz.), 130 protestantów. Zważywszy, że ta część Mazur jest zamieszkała niemal wyłącznie przez prostestantów, przychodzimy do wniosku, że od pierwszych lat osiedlenia w tym kraju staroobrzędowcy Rosjanie mieszkali wspólnie z miejscową ludnością mazurską. Liczba 7 tymczasowo zamieszkałych katolików poddanych rosyjskich zdaje się natomiast wskazywać na fakt, że szukali tu niekiedy schronienia przed władzami rosyjskimi i Polacy z Królestwa. Z zestawień statystycznych według pojedynczych wsi wynika, że niemal całkowice rosyjskimi (nie wdęcej niż 10 % rdzennej ludności polskiej) były wsie Wojnowo, Piaski, Zameczek, Kadzidłowo, w innych zaś proporcja ludności nierosyjskiej sięgała połowy i więcej.

 

Innym zarządzeniem mającym na celu skuteczną kontrolę nad staroobrzędowcami było nadawanie im nazwisk zamiast dezorientujących administrację patronimików. Zadanie to zostało powierzone ławnikowi (Landesgeschworener) Jeleniowi. Nie okazało się ono, jak widać, łatwym, bo zajęło mu aż dwa miesiące. W rezultacie staroobrzędowcy otrzymali nazwiska czysto polskie, po większej części typowo chłopskie: Rybak, Kuśnierz, Zając, Lis, Łabędź, Drozdowski, Słowik (to ostatnie przybrało obecnie formę z rosyjskim przyrostkiem -ow: Słowikow). Niektóre nazwiska zostały urobione od rosyjskich, zazwyczaj spolszczonych patronimików przez dodanie przyrostka -ski: Filippow - Filipkowski, Jakowlew - Jakubowski, Daniłow - Danielewski, Makarow - Makarowski. Aleksander Łariwonow wymyślił sobie nazwisko Macedoński (w pisowni niemieckiej Macedonszki), będące kalką spotykanego w rosyjskim środowisku duchownym Macedońskiego. Jedyne nazwisko rosyjskie przybrał wspomniany już niejednokrotnie Onufrij Jakowlew, właściciel Onufrygowa: za przykładem swego brata, kupca warszawskiego, zaczął się nazywać Smirnow.

 

Gdy jednak ministerstwo spraw wewnętrznych po dwóch latach zatwierdziło nareszcie nowe nazwiska, okazało się, że wielu z ich posiadaczy je pozapominało, tak że w końcu nie było wiadomo, kto jak się nazywa, i wypadło zaczynać urzędowanie od nowa, przy czym niektórzy wybrali sobie nowe nazwiska.

 

Dla porównania przytaczam w urzędowym brzmieniu niektóre nazwiska Rosjan zamieszkałych obecnie w Wojnowie i okolicach: Makarowski, Krasowski, Sadowski, Malinka, Dembowski, Kolasznik (wymawia: Kałasznik), Szlachcic, Filipkowski, Słowikow, Danowski, Labuszyn, Jarecki, Lisowski, Kuśnierz, Kroll (wymawia: Król), Szczerbakow, Worobjow. Patronimica wyszły obecnie całkowicie z użycia.

 

Mimo tych zarządzeń kolonie staroobrzędowców były w dalszym ciągu dla administracji pruskiej źródłem ustawicznych kłopotów. Dodatkowe komplikacje wypływały z odmowy rosyjskich placówek granicznych przyjmowania wysiedlanych przez żandarmerię nielegalnie przybyłych poddanych rosyjskich. Osoby takie - wobec niemożności przetrzymywania ich przez nieokreślony czas pod aresztem - wypuszczano za poręczycielstwem bogatych gospodarzy, co się stało dla nich okazją do zdobycia taniej, jeżeli nie bezpłatnej siły roboczej.

 

Zarządzeniem regencji 24 kwietnia 1842 r. „filiponi“ zostali wreszcie podporządkowani specjalnemu komisarzowi policyjnemu (Polizei-Comissarius) z siedzibą w Ukcie z niezwykle szerokimi pełnomocnictwami. Został nim wachmistrz Schmidt, przez szereg lat rządził mit gütiger Strenge, jak pisze Titius, swoimi podopiecznymi, za co otrzymał od okolicznej ludności przezwisko „króla filiponów“ (Philipponenkönig).

 

Rządy swe rozpoczął od przedsięwzięcia w świetle wyobrażeń eschatologicznych staroobrzędowców niezwykle niepopularnego, mianowicie wprowadził z dniem 1 kwietnia 1842 r. dokładny rejestr kolonistów z wykazem, poczynając od tej daty, urodzeń i zgonów. Rejestr ten wykazał aż 1277 „filiponów“, pod którym to określeniem rozumieć należy zarówno staroobrzędowców jak nielicznych prawosławnych (w tej liczbie 388 tymczasowo zamieszkałych, a wśród nich aż 160 „niepożądanych“ - unerwünschte). Przyrost ludności od 1839 r. wyniósł zatem w przybliżeniu 450, z czego około 350 należy odnieść na rachunek nielegalnej imigracji.

 

Po 1 kwietnia 1842 r. zezwolenia na krótkotrwały pobyt udzielane były przybyszom tylko za okazaniem paszportu rosyjskiego, nie posiadający zaś paszportów byli bądź wysiedlani za granicę, bądź, jeżeli rosyjskie placówki odmawiały ich przyjęcia, kierowani do zakładu poprawczego w Tapiau pod Królewcem. Był to dotkliwy cios dla gospodarzy, którzy utracili możność korzystania z taniej siły roboczej zza granicy.

 

Szczególnie zaś poważnym wstrząsem było ogłoszenie w r. 1843 poboru rekruta. Jakkolwiek reskrypt królewski 1825 roku przewidywał zwolnienie staroobrzędowców od wojska jedynie w pierwszym pokoleniu, nie tracono nadziei na przedłużenie tego przywileju. Próba wysłania deputacji do samego króla nie odniosła skutku i staroobrzędowcy zaczęli grozić opuszczeniem Prus, czym zresztą Niemców nie przestraszyli. Jedynym ustępstwem ze strony rządu było zwolnienie rekrutów spośród „filiponów“ od obowiązku golenia brody. Zasługuje na wzmiankę cytowany przez Titiusa ciekawy dokument, mianowicie adresowana do sztabu generalnego opinia dowódcy I korpusu o „nieustraszoności“ (Unerschrockenheit) i „chłodnej krwi“ (Kaltblütigkeit) cechujących żołnierzy „filiponów“. Śmierć w wojsku jednego z rekrutów wzmogła jeszcze bardziej niepokój wśród staroobrzędowców; którzy zaczęli rozważać na serio ewentualność przesiedlenia do innych krajów, a nawet powrotu do Rosji, gdzie, jak dochodziły ich słuchy, istniała możliwość dawania przy poborze najemnych zastępców. Zamiary te w znacznym stopniu spowodowane były kryzysem gospodarczym wywołanym spadkiem zarówno wydajności gleby - wskutek prowadzenia nieracjonalnej, ekstensywnej gospodarki rolnej - jak dochodowości rybołówstwa wskutek rabunkowej eksploatacji jezior. W r. 1844 wysłano emisariuszy na Wołyń, do Austrii i Turcji, lecz plany przesiedlenia ostatecznie upadły z powodu niemożności znalezienia nabywców na ziemię, budynki i inwentarz. Rozważany przez rząd projekt wykupu Wojnowa celem osadzenia tam kolonistów Niemców nie doczekał się realizacji.

 

Nowym źródłem niezadowolenia było wprowadzenie w 1847 r. obowiązku nauki szkolnej dla dziewcząt[19]. W tym samym czasie parafia ewangelicka w Ukcie wytoczyła „filiponom“ powództwo o płacenie składek parafialnych. Zostało ono przez nich w r. 1849 przegrane.

 

Wszystko to skłoniło niektórych staroobrzędowców do powrotu do Rosji. Niemniej nie wydaje się wiarogodną informacja przekazana przez późniejszego badacza, jakoby w 1847 r. połowa ludności opuściła Wojnowo („halb Eckertsdorf wanderte aus“). W każdym razie w 1850 r. rejestry Schmidta wykazują jeszcze większą liczbę „filiponów“, mianowicie 1475 (co prawda, zdaniem Titiusa, wielu z nich figurowało tylko na papierze). O dwóch bogaczach, wielokrotnie wspominanym Sidorze Borisowie i znanym z awanturnictwa Fomie Iwanowie, wiemy, że sprzedali swe gospodarstwa, lecz nie zagrzawszy miejsca w Rosji, powrócili niebawem na Mazury.

 

Na szczególne podkreślenie zasługuje lakoniczna informacja Gerssa, że w r. 1848 „mieniu zamożnych filiponów zagrażało niebezpieczeństwo“, co nasuwa wniosek, że fala ruchu rewolucyjnego dotoczyła się i do tego zakątka. Brak jednak jakichkolwiek szczegółów o wydarzeniach, jakie miały tam miejsce.

 

Zdaje się nie ulegać wątpliwości, że poczynając od lat pięćdziesiątych XIX stulecia sytuacja ekonomiczna kolonij staroobrzędowców mazurskich ulegała dalszemu pogorszeniu. W 1872 r. cytowany wyżej Kuzniecow wręcz zapowiada w niedalekiej przyszłości ich nieuniknione bankructwo.

 

Ciekawe, że właśnie na te chude lata przypada okres, w którym Wojnowo na krótki czas staje się ważnym ośrodkiem życia religijnego jednego z głównych odłamów „starej wiary“.

 

Wiadomości, jakie znajdujemy w źródłach niemieckich o religii i zwyczajach staroobrzędowców mazurskich, oparte są głównie na mikołajskich protokołach. Dane te, jakkolwiek niekiedy mylne lub nieścisłe, składają się jednak na dość wierny obraz.

Jak wiadomo, staroobrzędowcy (inaczej starowierami zwani) stanowili w Rosji poważną mniejszość religijną (przed rewolucją październikową było ich co najmniej 25 milionów, a prawdopodobnie znacznie więcej), będącą wynikiem schizmy (raskoł) w rosyjskim kościele prawosławnym, powstałej formalnie na soborze moskiewskim 1667 r., faktycznie zaś już w r. 1653 jako wyraz protestu przeciwko dokonanej przez patriarchę Nikona rewizji przekładów tekstów liturgicznych. Zasadniczą różnicą dzielącą staroobrzędowców od prawosławnych, zwanych przez nich „nikonianami“, jest uznawanie jedynie starych ksiąg, przepisanych lub drukowanych przed r. 1655 (kiedy zaczęły się ukazywać pierwsze zrewidowane przekłady tekstów liturgicznych), wzgl. ich wiernych kopii[20].

 

Staroobrzędowcy uważają duchowieństwo prawosławne („nikoniańskie“), wyświęcone według nowych ksiąg, za sługi antychrystowe, a udzielane przez nich sakramenty za fałszywe i piętnujące pieczęcią antychrysta. Sami zaś już w XVII wieku utracili kapłanów wyświęconych według starych ksiąg, gdyż przyłączył się do nich tylko jeden biskup, do wyświęcenia zaś nowego biskupa i utrzymania ciągłości hierarchii potrzeba trzech, w ostateczności dwóch biskupów. W ten sposób, gdy wymarli ostatni kapłani wyświęceni według starego obrzędu, staroobrzędowcy pozostali bez kleru.

 

W poszukiwaniu różnych dróg wyjścia z wytworzonej sytuacji staroobrzędowcy nie zdołali zachować jedności doktryny i rychło rozpadli się na dwa odłamy: popowców i bezpopowców, wewnątrz których powstało mnóstwo odgałęzień (sogłasija, tołki), które trudno właściwie nazwać sektami, różnice między nimi są bowiem tylko obrzędowe.

 

Popowcy szukali rozwiązania w zdobywaniu duchowieństwa drogą nawracania na „stary obrzęd“ popów prawosławnych, nęcąc ich niekiedy korzyściami materialnymi.

 

O wiele liczniejsi i konsekwentniejsi bezpopowcy stanęli natomiast na stanowisku, że sakrament udzielony nawet przez nawróconego, ale według nowych ksiąg wyświęconego popa „nikoniańskiego“ pozostaje dziełem antychrysta. Brak kleru przyjmowali z pokorą jako dopust Boży i w świetle swych wyobrażeń eschatologicznych (przekonanie, że antychryst bądź już nadszedł, bądź lada dzień nadejdzie) godzili się z koniecznością zrezygnowania do niedalekiej już chwili sądu ostatecznego z sakramentów, z wyjątkiem chrztu, którego może i osoba świecka udzielić. Kapłana zastępuje u bezpopowców nastawnik odprawiający nabożeństwa z pominięciem partii wygłaszanych przez księdza, cerkiew - podobny do niej, ale pozbawiony ołtarza dom modlitwy, tzw. molelnia (forma używana, na Mazurach: molenna).

 

Staroobrzędowcy przybyli na Mazury byli bezpopowcami tzw. fiedosiejewskiego sogłasija, założonego w r. 1706 przez mieszkańca Nowogrodu Fiedosija Wasiljewa, który wyprowadził następnie grupę swych uczniów do Rzeczypospolitej i osiedlił się w powiecie newelskim. Podstawa nauki fiedosiejewców jest twierdzenie, że wobec nieważności sakramentów udzielanych przez popów nikoniańskich, a więc i małżeństwa, wszelkie współżycie małżeńskie jest grzechem nie lepszym od zwykłego nierządu. Fiedosiejewcy przyjmowali wprawdzie do swego grona tzw. starożenów, tzn. osoby, które przeszły na „stary obrzęd“ już po zawarciu małżeństwa w kościele prawosławnym, obowiązywał ich jednak ślub czystości, a za płodzenie dzieci – czadorodije - winni byli karani pokutą. Natomiast nowożeni, tzn. zawierający małżeństwo jako staroobrzędowcy, byli bezwzględnie wykluczani ze wspólnoty prawowiernych. Według postanowień tzw. „polskiego“ soboru 1752 r., nie są oni dopuszczani do. wspólnej modlitwy i stołu, ani nawet do wspólnego mycia się w łaźni. „Jeśli zaś zapragną okazać skruchę, bez rozwodu nie przyjmować do spowiedzi“. Chrzcić dzieci wolno było jedynie pod warunkiem uprzedniego rozwodu.

 

Z biegiem czasu sobór petersburski 1809 r. nieco złagodził te reguły, lecz w zasadzie fiedosiejewcy, których ośrodkiem był słynny cmentarz Prieobrażeński w Moskwie[21], w dalszym ciągu uważali małżonków za żyjących w stanie grzechu.

 

U tzw. „polskich fiedosiejewców“ zamieszkałych w granicach Rzeczypospolitej 1772 r., tzn. w guberniach kowieńskiej, wileńskiej, witebskiej i suwalskiej, a tym samym i u staroobrzędowców mazurskich złagodzenie przepisów w odniesieniu do nowożeńców poszło jeszcze dalej. Nie dopuszczano ich do wspólnoty z wiernymi, tzn. w praktyce, dopóki rodziły się dzieci, jedli za osobnym stołem i nie mieli dostępu do molelni, lecz skoro tylko przestawali płodzić dzieci, byli bez rozwodu, po sześciotygodniowym poście, przyjmowani do gminy. Za ponowne płodzenie dzieci (czadorodije) wyznaczano tylko pokutę.

 

Łatwo sobie wyobrazić, ile kłopotu sprawiała Niemcom ta niezrozumiała dla nich kazuistyka i z jakim trudem przychodziło dostosowanie jej do ustawodawstwa pruskiego. Wprowadzał urzędników w błąd i zachowany przez pewien czas w środowisku staroobrzędowców ludowy obrzęd porywania narzeczonej, którego nie umieli odróżnić od prawdziwego porwania bez zgody rodziców. Korespondencja w tych kwestiach pruskiego ministerstwa wyznań z regencją gąbińską wlokła się aż sześć lat, od 1841 do 1847 roku.

 

Ponieważ starszyzna wypowiedziała się z całą stanowczością przeciwko sankcjonowaniu małżeństwa przez obecność przy zawarciu ślubu nastawnika oraz jego podpis, rząd wprowadził ostatecznie dla staroobrzędowców cywilne śluby i rozwody[22]. Zasługuje na zanotowanie okoliczność, że o ile od czasu do czasu miały miejsce wypadki przechodzenia na „stary obrzęd“ Polek ewangeliczek, pragnących poślubić staroobrzędowca, o tyle nie zdarzały się zupełnie przejścia staroobrzędowców na luteranizm czy katolicyzm.

 

Niemało było i innych trudności prawnej natury. Ponieważ staroobrzędowcy nie uznawali przysięgi, wiele stracono czasu, zanim znaleziono zastępczą formułę uroczystego przyrzeczenia. W końcu, po długiej wymianie pism między urzędami i zasięgnięciu drogą dyplomatyczną informacji o praktyce stosowanej przez trybunał suwalski, została zatwierdzona formuła przyrzeczenia, polegająca na wymówieniu, z lewą ręką przyciśniętą do piersi i palcami prawej ręki złożonymi dla dwupalcowego znaku krzyża, przed krzyżem i w obecności nastawnika, słów „jej, jej“[23].

 

W zakresie prawa spadkowego władze pruskie przez pierwsze dziesięciolecie nie krępowały staroobrzędowców w zachowywaniu ich zwyczajów, polegających na dziedziczeniu po śmierci jednego z małżonków całego majątku przez pozostałego przy życiu współmałżonka i dopiero po śmierci tegoż przez synów (córki otrzymywały tylko posag i po jednej krowie).

 

Według Kuzniecowa w Wojnowie niejednokrotnie odbywały się sobory. Jest rzeczą bardzo prawdopodobną, że przedmiotem ich obrad były aktualne zagadnienia, których rozstrzygnięcie wymagało dostowania do litery ustaw pruskich.

 

Tenże Kuzniecow twierdzi jednak na podstawie opowiadań starszych gospodarzy, że w latach trzydziestych i czterdziestych zainteresowanie sprawami religii było słabe, a w kwestii małżeństwa „okoliczności brały górę“.

 

Pierwszą wzmiankę o molelni u staroobrzędowców mazurskich spotykamy w związku z bytnością w Wojnowie von Bertrama.

 

16 czerwca 1838 r. Wojnowo i molelnię w tej wsi odwiedził kronprinz Fryderyk Wilhelm. Staroobrzędowcy zgotowali gościowi uroczyste przyjęcie i konna banderia towarzyszyła mu aż do granic posiadłości „filiponów“. Nastawnik przyznał się jednak Gerssowi, że dostojny gość zawiódł go, nie złożył bowiem ofiary na molelnię.

 

Zachowane materiały zawierają interesujące dane o pierwszych nastawnikach., których gmina sprowadziła z Rosji. Jednym z pierwszych był Ławrientij Grigonew Rastropin (1835), mąż surowych zasad, który wypędzał z molelni innowierców, nie czyniąc wyjątku dla urzędników pruskich. Na starość prowadził świętobliwy żywot w wybudowanej przez siebie pustelni nad jeziorem Duś. Gerss opowiada o jego bogactwie i o uprawianiu przez niego lichwiarstwa. Jeden z jego następców, Wasilij Samuiłow, syn kupca z Kaługi, serdeczny przyjaciel Gerssa, ein feiner Mann, był utalentowanym malarzem ikon i sprzedawał je po cenach od 15 srebrnych groszy do 2, a nawet 10 talarów.

 

Mnisi pojawili się w osiedlach staroobrzędowców już w pierwszych latach ich istnienia. Jako pierwsi przybyli i zamieszkali w Mikołajkach Parfienij Afanasjew, Asaf Iwanow i Anna Iwanowa. Ostatnia kilkakrotnie udawała się do Rosji jako kwestarka. W r. 1834 wyjechał do Moskwy po zakup ksiąg i ikon Parfienij, lecz w drodze powrotnej został zatrzymany w Wilnie przez generał-gubernatora ks. Dołgorukowa. Był kilkakrotnie przesłuchiwany, przy czym wypytywano go o szczegóły życia jego współwyznawców w Prusach. Przez dłuższy czas nie wypuszczano go za granicę.

 

Gerss przytacza in extenso tekst jego supliki przesłanej królowi pruskiemu, w której opisuje swe przygody i błaga o wzięcie go w obronę. Suplika odniosła skutek i Parfienijowi na żądanie posła pruskiego zezwolono na wyjazd do Prus.

 

W latach czterdziestych XIX stulecia, gdy prześladowania staroobrzędowców szczególnie przybrały na sile, czołowi działacze cmentarza Prieobrażeńskiego - główny nastazcnik Siemion Kuźmicz i kurator F. A. Guczkow - powzięli myśl założenia gdzieś za granicą, poza zasięgiem policji carskiej, klasztoru, do którego w razie niemożności pozostawania w Moskwie można byłoby przenieść centralne instytucje fiedosiejewskiego sogłasija. Wybór padł na Wojnowo ze względu na jego dogodne położenie geograficzne i bliskość granicy. W sierpniu 1845 r. wyjeżdża do Prus skarbnik cmentarza Prieobrażeńskiego Andrzej Łarionowicz Szutow, któremu groziło właśnie aresztowanie. Pozostaje on przeszło rok w Wojnowie, kupuje od powracających do Rosji staroobrzędowców grunt nad jeziorem Duś, w odległości około kilometra od wsi, gromadzi budulec, po czym powraca na czas pewien do Rosji, gdzie przyjmuje święcenia zakonne przybierając imię Antoniusza. W związku z wzmagającymi się prześladowaniami Guczkow i Kuźmicz przyśpieszają budowę klasztoru (na razie drewnianego), który w r. 1847 zostaje ukończony i otrzymuje nazwę Spas-Troickiego (tzn. pod wezwaniem Zbawiciela i Trójcy). Do Prus zostaje na początku 1848 r. wysłany Antoniusz z kilkoma wozami pełnymi książek i ikon, a wraz z nim nastawnik Aleksy Michiejew i młody fanatyk Piotr Iwanowicz Ledniew (1818-1895), który po przyjęciu w r. 1850 święceń zakonnych odegra wybitną rolę w dziejach „starego obrzędu“ pod imieniem Pawła Pruskiego.

 

Po szeregu przygód wyprawa, podzielona na parę grup, zdołała zmylić czujność policji i przedostać się do Wilna, gdzie drogocenny ładunek został dzięki pomocy kucharza generał-gubernatora ukryty w piwnicach jego pałacu i następnie przemycony za granicę. Po dłuższym okresie sporów i tarć osobistych Antoniusz opuścił Wojnowo[24] i w r. 1852 mimo sprzeciwu i intryg Michiejewa przeorem klasztoru został wyznaczony przez kierowników cmentarza Prieobrażeńskiego Paweł, człowiek rozumny, posiadający wykształcenie teologiczne i wyróżniający się zarówno energią jak zmysłem organizacyjnym. W pierwszych latach swej działalności, o której, rzecz ciekawią, nie wspominają zupełnie badacze niemieccy, Paweł Pruski poświęca się całkowicie zadaniu zorganizowania na Mazurach ośrodka fiedosiejewszczyzny.

 

Dysponując znacznymi sumami dostarczanymi mu przez kierownictwo cmentarza Prieobrażeńskiego, nie tylko rozbudowuje klasztor wojnowski, buduje klasztor żeński w odległej o 15 kilometrów wsi Pupy, tworzy przy klasztorze wojnowskim bogaty księgozbiór, wprowadza najsurowszą regułę zakonną, ale i występuje w kwestii małżeństwa jako fanatyczny, nie idący na żadne kompromisy rzecznik ortodoksyjnej doktryny fiedosiejewskiej i z całą bezwzględnością wprowadza w życie przepisy o wykluczaniu od wspólnej modlitwy i stołu osób pozostających w stanie małżeńskim. Dzięki jego wyjątkowemu talentowi kaznodziejskiemu udaje mu się przywrócić rozluźnioną surowość obyczajów: młodzież nie tylko przestaje palić tytoń i pić wódkę, ale i nosić przeklęte przez Boga buty szyte na prawą i lewą nogę, guziki, czapki z daszkiem, zwanym „diabelskim pazurem“.

 

Jednocześnie Paweł, prawdopodobnie w ścisłym porozumieniu z kierownikami cmentarza Prieobrażeńskiego, obmyśla zorganizowanie poza zasięgiem cenzury carskiej wydawnictwa ksiąg liturgicznych i teologicznych dla staroobrzędowców całej Rosji. Zawiera w tym celu umowę z drukarzem i wydawcą w Piszu Antonim Alojzym Gąsiorowskim[25] o drukowanie książek czcionkami cyrylickimi, które sprowadza z Pragi Czeskiej[26]. W ten sposób pod firmą „Sławianskaja Tipografija Jogannisburg“[27] zostały wydane czasosłow (horologion), psałterz, swiatcy (rodzaj kalendarza kościelnego), katechizm, elementarz oraz dzieło samego Pawła Osnowanije biespopowszcziny.

 

Paweł zgromadził dookoło siebie około 60 uczniów, mnichów i laików. Wysyłał ich do Rosji dla podtrzymania kontaktów ze współwyznawcami, a do Wojnowa zjeżdżali się na narady wybitni przedstawiciele fiedosiejewców z Polski, Rosji, Litwy, Mołdawii[28]. Klasztor prosperował dzięki subwencjom płynącym z cmentarza Prieobrażeńskiego i ofiarności bogatych kupców moskiewskich.

 

Lecz rozkwit ten okazał się krótkotrwały. W latach sześćdziesiątych w poglądach Pawła Pruskiego nastąpił gwałtowny przełom, zwątpił on bowiem o słuszności tezy nieuznawania małżeństwa i stanął na stanowisku zwolenników tzw. „małżeństwa bez słów kapłańskich“ (biesswiaszczennosłownyj brak), uznających małżeństwo za sakrament, nawet gdy zostało zawarte bez udziału kapłana.

 

Zaalarmowane przez przeciwnika Pawła, Aleksego Michiejewa, kierownictwo cmentarza Prieobrażeńskiego wezwało Pawła do siebie dla wyjaśnień. Bawił on w Moskwie w r. 1858, lecz nie dał się przekonać i po powrocie do Wojnowa zaczął z właściwym sobie temperamentem głosić nową naukę.

 

Wykorzystał dla tego celu drukarnię Gąsiorowskiego wydając, również cyrylicą drukowane, trzy numery czasopisma Istina (styczeń i czerwiec 1863 r., kwiecień 1864) oraz szereg dzieł polemicznych wymierzonych przeciwko nieuznawaniu małżeństwa, w tej liczbie Sbornik soczinienij o brakach oraz Carskij put’ wwodiaszcz w żywot wiecznyj, jeże posliedowati zapowiediam Gospoda naszego Isusa Christa, a nie swoim ustawam i woliam.

 

Wojnowo staje się widownią zaciętych sporów teologicznych. Zbiera się tu sobór[29], na którym Paweł, oskarżony przez Aleksego Michiejewa o herezję, wygłasza namiętną obronę swych poglądów.

 

Lecz ewolucja Pawła Pruskiego na tym się nie zakończyła. W 1866 r. opuścił klasztor i z kilkoma najbliższymi uczniami zamieszkał w pobliżu w pustelni naprędce wybudowanej nad jeziorem Duś, w styczniu zaś 1867 r. lojalnie przepisał formalny tytuł własności klasztoru i mienia klasztornego na wskazaną przez gminę osobę - mnicha Makariusza i opuścił na zawsze Wojnowo, udając się do Rosji, a 25 lutego 1868 r. przeszedł na tzw. jedinowierije[30], wydawał czasopismo Istina w Pskowie i zmarł w 1895 r. jako przeor klasztoru Nikolskiego w Moskwie.

 

Tak zakończył się krótkotrwały epizod świetności klasztoru Spas-Troickiego. Brak szczegółowych danych o jego dziejach po odejściu Pawła Pruskiego. Wiadomo, że zwycięstwo odnieśli na razie zwolennicy nauki odłamu sogłasija pomorskiego[31], uznającego małżeństwo (pomorcy braczniki). Pociągnęło to przerwanie dopływu środków pieniężnych ze strony cmentarza Prieobrażeńskiego. Zastąpiła je przejściowo pomoc finansowa protektora „pomorców“ przyjmujących małżeństwo, znanego milionera W. Kokoriewa (1817-1889), dzięki której zamiast drewnianych budowli powstały istniejące do dziś dnia murowane budynki: molelnia i dom mieszkalny.

 

Niebawem jednak klasztor zaczął podupadać, wpadł w długi i przeszedł na własność jednego z wierzycieli, bogacza Słowikowa[32]. Mnisi opuścili go ostatecznie w 1884 roku. Makariusz, na którego Paweł, jak wspominałem, przepisał był tytuł własności, ożenił się i, przywłaszczywszy sobie wszystkie księgi i ikony, wśród których było, jak się zdaje, niemało bardzo cennych, wyjechał do Rosji, lecz już na granicy, w Grajewie, całe zagrabione mienie zostało mu skonfiskowane przez rosyjskie władze celne.

 

Wiadomości o życiu staroobrzędowców mazurskich ostatnich trzech dziesięcioleci XIX wieku są niezwykle skąpe. Dopiero rozdział „Die Philipponen“ wspomnianej już pracy Franciszka Tetznera Die Slawen in Deutschland przynosi szczegółowsze dane dotyczące stanu z roku 1897, kiedy autor zwiedził Wojnowo i okoliczne wsie. W przeglądzie historycznym powtarza Tetzner na ogół informacje zaczerpnięte z prac Gerssa i Titiusa, dodając niewiele rzeczy nowych, odnoszących się do końca stulecia, cenne są natomiast cyfry statystyczne z roku 1895, z których wynika, że liczba staroobrzędowców na Mazurach w tym czasie spadła do 492. Przyczyniło się do tego zarówno wysiedlenie w 1887 r. wszystkich nie posiadających poddaństwa pruskiego, jak przesiedlenie do Rosji w 1895 r. nawróconych przez protoprezbitra cerkwi ambasady w Berlinie Malcewa na jedinowierije wszystkich (około 50) mieszkańców wioski Zameczek. W ogóle po wyjeździe Pawła Pruskiego misjonarze prawosławni podjęli wśród staroobrzędowców mazurskich energiczną propagandę na rzecz jedinowierija, która odniosła częściowy skutek. Więc w listopadzie 1885 r. protojerej Dobrowolski nawrócił w Wojnowie i okolicy około 200 osób, z których znaczna część wyjechała wkrótce do Rosji[33].

 

Na krótko przed opuszczeniem klasztoru wojnowskiego przez ostatnich mnichów spłonął wybudowany przez Pawła Pruskiego klasztor żeński w Pupach. Mniszki rozpierzchły się szukając przytułku po wsiach. Lecz w 1885 r. z Moskwy przybyła przysłana przez kierownictwo cmentarza Prieobrażeńskiego młodziutka zakonnica Jewpraksija (w życiu świeckim Helena Pietrowna Dikopolska, 1863-1943), która nabyła na swoje nazwisko za 40 000 marek klasztor wraz z należącym do niego gruntem. W nim zamieszkały zarówno mniszki z klasztoru w Pupach, jak świeżo przybyłe z Rosji. Gdy Tetzner zwiedzał klasztor w 1897 r., liczył on 8 zakonnic oraz 25 nowicjuszek i utrzymywanych przez klasztor starców. Na rok 1914 przypada największy rozkwit klasztoru: liczył on wówczas 65 mieszkańców - zakonnic, nowicjuszek, służby, starców i sierot (tych ostatnich było 14, w tej liczbie 6 z Rosji). Około 1905 r. przeoryszą klasztoru została Jewpraksija. Pozostawała nią do 1928 roku, gdy przekazała swą godność Antoninie, która piastuje ją do dzisiaj. Sama zmarła w 1943 roku. Dzięki hojności ofiarodawców z Rosji klasztor wkrótce został zaopatrzony w księgi i ikony, które dotąd znajdują się w molelni[34].

 

Rzecz oczywista, odkupiony i odnowiony z funduszów cmentarza Prieobrażeńskiego klasztor wojnowski stał się znów ostoją najbardziej ortodoksyjnej, odrzucającej małżeństwo doktryny fiedosiejewskiej i po dziś dzień surowo przestrzega zasady niedopuszczania do modlitwy osób pozostających w stanie małżeńskim. A że nastawnicy molelni w Wojnowie uznają małżeństwo (już w 1897 r. według świadectwa Tetznera nastawnik Nikifor Borisiewicz był żonaty), ludność uczęszcza niemal wyłącznie do molelni, w klasztorze zaś w święto widziałem zaledwie kilka modlących się starszych kobiet i parę dziewcząt. W rezultacie wpływ klasztoru na życie miejscowe wydaje się być znikomy.

 

Wsie „filipońskie“ liczyły w 1897 r., według świadectwa Tetznera, poza klasztorną, cztery molelnie: tylko jedna z nich - wojnowska - miała nastawnika, w dwóch niszczejących ze starości, w Onufrygowie i Śwdgnajnie, nabożeństwo było odprawiane tylko w wielkie święta; czwarta, mieszcząca się w prywatnym domu w Osiniaku, została przerobiona na kaplicę dla jedinowierców, obsługującą 16 rodzin z różnych wsi.

 

Tetzner w końcu XIX wieku opisuje „filiponów“ jako zamożnych gospodarzy, co zdaje się świadczyć o tym, że po powrocie do Rosji części kolonistów, pozostali potrafili, koniec końców, przezwyciężyć kryzys i dostosować się do nowej sytuacji. Byli to według Tetznera ludzie o pewnej kulturze, w ich domach można było znaleźć zarówno polskie i niemieckie książki, jak gazety. Wszystkie dzieci wstępujące do szkoły mówiły gwarą mazurska, a około 20 także po niemiecku. Już samo to wskazuje na tendencyjność końcowego wniosku Tetznera o rzekomo daleko posuniętym zniemczeniu „filiponów“ na początku XX wieku. Na podstawce jego obserwacji wydaje się natomiast niewątpliwym, że znaczne postępy poczyniła ich adaptacja do pruskich form państwowych i otaczających warunków życia. Słabnie więc dążenie do izolacji od innowierców, z mniejszą surowością .przestrzegane są przepisy zakazujące wspólnego z innowiercami spożywania posiłków, używania wraz z nimi tychże naczyń itd.

 

Klasztor prosperował dzięki talentom organizacyjnym przeoryszy Jewpraksji i hojnym ofiarom moskiewskich dobroczyńców, nie odgrywając już jednak żadnej poważniejszej roli.

 

Groźnym wstrząsem była dla klasztoru pierwsza wojna światowa. Nieprawdziwymi okazały się jednak podane przez prasę rosyjską informacje o okrucieństwach rzekomo popełnionych przez Niemców na staroobrzędowcach mazurskich[35]. Wprawdzie natychmiast po wybuchu wojny policja aresztowała kilka zakonnic będących poddanymi rosyjskimi i odstawiła je do Olsztyna, lecz po dwóch tygodniach pozwolono im powrócić do Wojnowa. W 1915 roku zostały one ponownie zatrzymane i internowane w dworze junkierskim Zinten pod Królewcem, lecz po kilku miesiącach pozostałe mniszki uzyskały ich zwolnienie przy okazji odwiedzenia klasztoru przez bawiących przejazdem w Wojnowie kronprinza i Hindenburga.

 

Po pierwszej wojnie światowej sytuacja klasztoru, pozbawionego pomocy materialnej dobroczyńców moskiewskich, uległa znacznemu pogorszeniu. W 1925 r liczył on zaledwie 12 zakonnic (w tej liczbie tylko dwie autochtonki) i około 12 nowicjuszek, służby, starców i sierot. Z początku dostatecznych środków dla skromnej egzystencji dostarczał wielki sad owocowy przy klasztorze, lecz zimą 1928/29 roku prawie wszystkie drzewa wymarzły, a za Hitlera klasztorowi odebrano prawo łowienia ryb w jeziorze.

 

Dziś klasztor, zwiedzany jako swoista osobliwość przez zaglądających do Wojnowa turystów, chyli się ku upadkowi. Liczy już tylko 7 mniszek w wieku około 70 lat. Bardziej niż kiedykolwiek są one przeświadczone o panowaniu nad światem antychrysta, a z ich eschatologicznymi wyobrażeniami przeplatają się dochodzące z szerokiego świata wieści o atomowej czy wodorowej bombie. Matka Antonina w rozmowie ze mną z rezygnacją dała wyraz przewidywaniu, że gdy odejdzie ostatnia z zakonnic, klasztor zostanie przekształcony w muzeum.

 

Skąpe informacje o losach staroobrzędowców w okresie międzywojennym znajdujemy w artykułach A. Laskowskiego Russkije kołonii w Giermanii[36] i I. Zawołoko Żyzń zarubieżnogo staroobriadczestwa. Wostocznaja Prussija[37]. Obydwa źródła określają liczebność „filiponów“ na 1000 mieszkańców (w tym 200 prawosławnych), co wydaje się cyfrą nieco przesadzoną.

 

W latach dwudziestych były rosyjski jeniec wojenny Awajew, podobno porucznik gwardii, przyjąwszy święcenia kapłańskie, wybudował w Wojnowie za pieniądze, zebrane wśród emigracji rosyjskiej, cerkiew prawosławną, obsługującą ludność prawosławną, przeważnie byłych jedinowierców.

 

Germanizacja Mazur, przeprowadzana znanymi metodami zarówno za republiki weimarskiej jak za Hitlera, a zwłaszcza pod rządami Ericha Kocha, nie mogła nie pozostawić szczególnie głębokich śladów na tak drobnej grupce etnicznej. Wprawdzie język rosyjski przed rokiem 1941 prześladowany nie był, lecz szkoła i ogólna atmosfera robiły swoje. Warunki historyczne nie sprzyjały rozwojowi świadomości narodowej „filiponów“ poza takimi jej elementami, jak przywiązanie do „starej wiary“ i obyczaju ojców, toteż w miarę, jak wzrastał, zwłaszcza wśród młodzieży, indyferentyzm w tej dziedzinie, na coraz mniejszy opór napotykało przenikanie w to środowisko języka niemieckiego, zwłaszcza że pod groźbą terroru faszystowskiego zaczęli się nim posługiwać i Mazurzy, z którymi się dawniej mówiło po polsku.

 

Podczas drugiej wojny światowej wszyscy mężczyźni znaleźli się na froncie[38], niejeden zginął, niektórzy po wojnie pozostali w Zachodnich Niemczech. Liczba „filiponów“, bo tak ich wciąż nazywa ludność okoliczna, spadła do 458. Pod względem wyznaniowym grupka ta jest nadał rozbita na trzy odłamy: bardzo już nielicznych ortodoksyjnych fiedosiejewców (odrzucających małżeństwo), najliczniejszych skupionych dookoła molelni w samym Wojnowie ich przeciwników (uznających małżeństwo) i 120 prawosławnych[39]. Klasztor, który na powierzchni kilkuset kwadratowych metrów pozostaje jakby rezerwatem odchodzącej w przeszłość nieskażonej „starej wiary“, nie odgrywa w najmniejszym stopniu w stosunku do ludności okolicznych wsi roli czynnika jednoczącego.

 

Staroobrzędowcy mazurscy są trójjęzyczni, mówią po rosyjsku, po niemiecku i gwarą mazurską, lecz pokolenie, które przeszło przez szkołę niemiecką, najlepiej i najchętniej mówi po niemiecku. Dzięki szkole młodzież zna także literacką polszczyznę. Mimo że dzieci w wieku przedszkolnym po rosyjsku prawie nie mówią, zanikaniu języka rosyjskiego skutecznie przeciwdziała nauka tego języka w szkole podstawowej.

 

W dziedzinie kultury materialnej staroobrzędowcy mazurscy niczym się prawie nie różnią od Mazurów poza nielicznymi reliktami w rodzaju łaźni przy niemal każdym domu, bardzo już rzadko spotykanych rosyjskich pieców i długich ciemnych płaszczów, wykładanych od święta przez starszych mężczyzn. Noszenie bród jest jeszcze dość rozpowszechnione[40].

 

W odróżnieniu od staroobrzędowców województwa białostockiego „filiponi“ mazurscy nie zachowali ani pieśni ludowych[41], ani tańców, ani obrzędów. Zanikły one widocznie bardzo dawno. Fakt to znamienny, że ani w wydrukowanych rozdziałach pracy Gerssa, ani w spisie treści nie znajdujemy najmniejszej wzmianki o folklorze „filiponów“.

 

Co prawda I. Zawołoko, który latem 1936 roku zwiedził Wojnowo i okolice, zapisał pięć ludowych pieśni religijnych (duchownyje stichi). Z nich dwie, Płacz Adamow i Stich strannika („Siego radi nisz jesm’, sieła nie imieju”) odpowiadają, z nieznacznymi wariantami, redakcjom tych utworów, reprezentowanym, jeśli chodzi o Płacz Adamow, przez zapis Kiriejewskiego w zbiorze Biessonowa, zeszyt VI, Nr. 637[42], w odniesieniu zaś do drugiej z wymienionych pieśni, przez zapis z rękopisu Biblioteki Rumiancowowskiej, wydanej również przez Biessonowa w zeszycie I, Nr 8. Pieśni O rasstawanii duszi s tiełom i Mati miłosierda, ty jesm’ ograda w żadnym z dostępnych mi zbiorów nie znalazłem. Co do piątej pieśni o ptaszku: „Ach ty, ptaszka, i biedniażka, pticzka miłaja moja”, jest ona, jak wiadomo, późnego literackiego pochodzenia i powstała w XIX wieku. Dzisiaj pieśni te są już całkowicie zapomniane.

 

„Filiponów“ cechuje, w odróżnieniu od staroobrzędowców województwa białostockiego, daleko posunięta rezerwa i nieufność w stosunku do obcych. Utrudnia to pracę Rosyjskiemu Towarzystwu Kulturalno-Oświatowemu w Polsce, które usiłuje rozwinąć swą działalność także i na tym terenie.

 

Od tego, czy i w jakim stopniu przebudzi się wśród staroobrzędowców mazurskich także i poza kategorią tradycji religijnej, świadomość łączności z narodem i kulturą rosyjską, zależy odpowiedź na pytanie, czy miniaturowa ta grupka zachowa jeszcze swą samoistność, czy też skazana jest na szybką asymilację.

POWRÓT

BIBLIOGRAFIA

I. W JĘZYKU ROSYJSKIM (W PORZĄDKU CHRONOLOGICZNYM)

 

Prusskije staroobriadcy. „Moskowskije wiedomosti“, 1867, nr 146.

 

N. Subbotin, Inok Pawieł Prusskij. „Sowriemiennaja letopis’“, 1868, nr 7 i 8.

 

Otrywki is istorii prusskogo biespopowszczinskogo monastyria (ob inokie Pawle Prusskom). „Istina“, 1867

 

Uczeniki Pawia Prusskogo i inostrannyje gazety ob inokie Pawlie. „Sowriemiennaja letopis’“, 1868, nr 11.

 

Monastyrskije rasporiasenija inoka Pawła Prusskogo w bieszpopowszczlnskom monastyrie w Prussii. „Istina“, 1868, kn. 5.

 

J. P. Kuzniecow, O staroobriadcach w Prussii. „Litowskije jeparchialnyje wiedomosti“, 1872, nr 13.

 

O staroobriadcach w Prussii. „Litowskije jeparchialnyje wiedomosti“, 1878, nr 70.

 

Archimandrit Pawieł, Kratkije swiedienija o suszczestwujuszczich w raskole siektach, ob ich proischożdienii, uczenii i obriadach, s kratkimi o każdoj zamieczanijami. „Bratskoje słowo“, 1885, nr 4.

 

Prot. I. Dobrowolskij, Missionierskij otczot o pojezdkie k raskolnikam Korolestwa Prusskogo. „Bratskoje słowo“, 1886, t. I, nr 4.

 

Archimandrit Pawieł, Pismo k riedaktoru. „Bratskoje słowo“, 1886, t. I, nr 4.

 

W. S., Staroobriadcy w Prussii. „Cerkow’”, Moskwa 1914, nr 38.

 

A. N. Laskowskij, Russkije kołonii w Giermanii. „Statji i matieriały iż cztienij w krużkie lubitielej russkoj stariny“, Berlin 1932.

 

I. N. Zawołoko, Żyzń zarubieżnogo staroobriadczestwa. Wostocznaja Prussija. „Wiestnik Sowieta staroobriedczeskich sjezdow i soborów w Łatwii“, nr 2, Dwinsk 1932.

 

Duchownyje stichi starinnyje, słowa i napiewy, zapisannyje l. N. Zawołoko w dieriewnie Wojnowo 20 ijula 1936 g. Riga 1937.

 

II. W JĘZYKU NIEMIECKIM (W PORZĄDKU ALFABETYCZNYM)

 

Ambrassat, August, Die Provinz Ostpreussen, Königsberg i. Pr. 1912, s. 214-218.

 

Beheim-Schwarzbach, Hohenzollernsche Kolonisationen, Leipzig 1874, s. 463-475.

 

Gerss (Martin), Nachrichten über die Philipponen. „Ostpreussische Provinzial-Hefte“, 1845, s. 7-10.

 

Gerss (Martin), Mitteilungen über die Philipponen im Kreise Sensburg. „Neue Preussische Provinzial-Blätter“, 1849, Nr. 8, s. 50-68.

 

Gerss (Martin), Etwas über die sogenannten Philipponen in Masuren. „Beiträge zur Kunde von Masuren - Mitteilungen der Masovia“, 1895, Nr. 1, s. 35-46.

 

Gerss (Martin), Die Philipponen. Herausgegeben von F. Tetzner. „Zeitschrift der Altertums-Gesellschaft Insterburg“, 1909, Nr 11, s. 44-84.

 

Gerss (Martin), Die Glaubenslehren der Philipponen zur Zeit ihrer Einwanderung in Ostpreussen. „Mitteilungen der Masovia“, 1910, Nr. 15, s. 1-27.

 

Hensel, Masuren, Königsberg i. Pr., 1896, s. 32, 101, 102, 104.

 

Kaindl, R(aimund) F, Ostpreussische Lippowaner. „Globus“ 1893, Nr. 64, s. 48.

 

Knobloch, von, Einige Nachrichten über die in Neuostpreussen befindlichen Philipponen. „Neue Berliner Monatsschrift“, 1799, Nr. 1, s. 403-422.

 

Kwiatkowski A, Bei den Philipponen. „Wanderer durch Ost- und Westpreussen“, 1905, Nr. 2, s. 151-154.

 

Lemke, E(lisabeth), Die Ostpreussischen Lippowaner. „Verhandlungen der Berliner Gesellschaft fur Anthropologie“, 1891, s. 434-435.

 

v. Saltzwedell, Statistische Darstellung des Kreises Sensburg, gefertigt im Jahre 1865. Königsberg i. Pr. 1866, s. 6-16.

 

Schulz, Einiges über die Philipponen und deren Ansiedlung in der Nikolaiker Forst. „Preussische Provinzial-Blatter“, 1833, s. 661-668.

 

Schulz, Über die Philipponen, eine Kolonie altgläubiger Russen in Preussen. „Annalen der Erd-, Völker- und Staatenkunde“, 1839, Nr 7, s. 60-66.

 

Skowronek, Fritz, Das Masurenbuch, s. 101-105.

 

Tetzner F(ranz), Die Philipponen in Ostpreussen. „Globus“, 1899, Nr. 71, s. 181-192.

 

Tetzner, Franz, Die Slaven in Deutschland, Braunschweig, 1902, rozdział „Die Philipponen“.

 

Tetzner, (Franz), Bürgerliche Verhaltnisse der ostpreussischen Philipponen zur Zeit ihrer Einwanderung. „Globus“, 1908, Nr 94, s. 325-329, 351-354.

 

Tetzner, F(ranz), Begräbnis, Feste und Fasten bei den ostpreussischen Philipponen 1839. „Globus“, 1910, Nr. 97, s. 331-335.

 

Tetzner, F(ranz), „Die Philipponen“ von Martin Gerss. „Altpreussische Monatsschrift“, 1910, Nr. 47, s. 407-444.

 

Tetzner, F(ranz), Die Schulbildung der Philipponen zur Zeit ihrer Einwanderung in Ostpreussen. „Mitteilungen der Gesellschaft für deutsche Erziehungs- und Schulgeschichte“. 1910, Nr. 20, s. 42-48.

 

Tetzner, Franz, Der ostpreussische Philipponeneid. „Zeitschrift des Vereines für Volkskunde“., 1912, Nr. 22, s. 398-408.

 

Titius, E(mil), Die Philipponen im Kreise Sensburg. „N. Pr. Prov. Bl“, 1864, Nr. 3, s. 192-215; 1865, Nr. 10, s. 1-50, 281-320, 385-421; 1866, s. 449-484.

 

Weiss, Preussisch-Litauen und Masuren, 1878-79, s. 180.

 

Zweck, Masuren, 1900, s. 180-189.

 

Leben, Sitten und Gebrduche der Philipponen. „Volksschulfreund“, 1888, Nr. 52, s. 3-6.

 

III. W JĘZYKU POLSKIM

 

Grek-Pabisowa, Iryda, Niektóre wiadomości o starowierach zamieszkałych na terenie Polski. „Slavia Orientalis“, r. VIII, nr 4, Warszawa 1959, s. 134-150.

 

Wańkowicz, Melchior, Na tropach Smętka. Warszawa 1958, rozdział „Hospodi pomiłuj w Dorf Eckersdorf“ (impresje o charakterze felietonowym bez wartości informacyjnej).

 

POWRÓT

 

Żródło: W. Jakubowski, Z historii kolonij rosyjskich na Mazurach, „Slavia Orientalis”, R. 10: 1961, nr 1, s. 81-103 (ze zbiorów Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie).

 

 



[1] Materiały archiwalne, dotyczące staroobrzędowców mazurskich, znajdowały się bez wątpienia także w Królewieckim Archiwum Akt Dawnych, którego los nie jest mi znany, jak również w archiwach ministerstw pruskich, zwłaszcza spraw wewnętrznych, sprawiedliwości i wojny.

[2] Stan obecny wsi zamieszkałych przez staroobrzędowców w województwie olsztyńskim, przedstawia artykuł Irydy Grek-Pabisowej Niektóre wiadomości o starowiercach zamieszkałych na terenie Polski w „Slavia Orientalis“, rocznik VIII, Nr 4, Warszawa 1959. Nieznajomością źródeł niemieckich i szczupłością wykorzystanych materiałów rosyjskich tłumaczy się niekompletność informacji zawartych w części historycznej artykułu Grek-Pabisowej. Zawiera on ponadto szereg istotnych błędów w partiach dotyczących życia religijnego staroobrzędowców.

[3] Są tu trzy wsie czysto rosyjskie: Wodziłki (w powiecie suwalskim), Gabowe Grądy i Bór (w powiecie augustowskim), ponadto po parę rodzin rosyjskich mieszka we wsiach Buda Ruska, Głuszyn, Sokołowo, Huta, Zaleszczewo, Lipiny, Sztabinki, Szury, Żłobin, Żyliny, Aleksandrowo, Płociczno, Tartak. W latach 1870-1880 liczba staroobrzędowców zamieszkałych na tym terenie wynosiła już tylko 7000 osób, w 1897 r. - 5450, w 1921 r. - 2800. I. Grek-Pabisowa, o. c., s. 136.

[4] von Knobloch, Einige Nachrichten über die in Neuostpreussen befindlichen Philipponen, „Neueste Berliner Monatsschrift“ 1799, s. 403-422.

[5] Ograniczeń religijnych w stosunku do starowierów, o czym pisze GrekPabisowa, o. c., s. 142, do chwili wstąpienia na tron Mikołaja I w Królewstwie Kongresowym nie było.

[6] Niektórzy autorzy niemieccy np. (Ambrassat, August, Die Provinz Ostpreussen, Königsberg i. Pr., 1912, s. 214-218) podają, że staroobrzędowcy pojawiali się w Puszczy Piskiej jako robotnicy leśni już w XVIII wieku. Mógł tam bywać i Borisow.

[7] Nazwa filiponi (piliponi, lipowani) przyjęła się najpierw w zastosowaniu do staroobrzędowców, którzy w XVIII wieku opuszczali Rosję uciekając przed prześladowaniami i osiedlali się zarówno na terenach przedrozbiorowej Rzeczypospolitej, jak w innych obcych krajach, jak to Mołdawii, Bukowinie itd. Ma ona pochodzić od imienia niejakiego bliżej nieznanego Filipa (niekiedy nazywanego Pustoswiatem przez oczywiste pomieszanie z wybitnym propagatorem „starej wiary“ Nikitą Pustoswiatem, straconym w 1682 r.), który na początku XVIII stulecia wyprowadził pierwszą grupę staroobrzędowców na Białoruś. W literaturze pierwszą wzmiankę o filiponach znajdujemy w dziele historyka kościoła ruskiego, unity Ignacego Kulczyńskiego Specimen Ecdesiae Ruthenicae, Rzvm 1733 (cytuję według drugiego wydania, Paryż, bez daty, s. 135): „Correxerat iam Nicon sacros libros, probantibus talem correctionem episcopis moscoviticis; sed acto ipso in exilmm, magna pars cleri tum saecularis, tum regularis reiecit hasce libros, dictitans multis erroribus eos scatere: unde accedente plebe creyit ingens schisma, cuius asseclae a quodam Philippo antesignano dicti fuere Philippoviani. Animadversum in eos igne ac ferro, sed hisce nil proficientibus, pulsi omnes ex ditionibus Moscoviae in quibusdam albae Russiae locis domicilia fixere, quorum errores synodus Zamosciana refert ad damnat , tit. l, de fide catholica, p. 57“. („Już Nikon poprawił był święte księgi, a biskupi moskiewscy to poprawienie zaaprobowali; lecz gdy sam on został zesłany na wygnanie, znaczna część kleru zarówno świeckiego, jak zakonnego odrzuciła owe księgi twierdząc, że obfitują w liczne błędy: stąd przy udziale pospólstwa wyrosła wielka schizma, której zwolennicy od. przywódcy, niejakiego Filipa zostali nazwani filipowianami. Ukarano ich ogniem i mieczem, lecz gdy to nic nie skutkowało, zostali wszyscy wygnani z ziem podległych Moskwie i osiedlili się gdzieś na Białej Rusi; synod zamojski potępia ich błędy w p. l, o wierze katolickiej, strona 57“). Nazwa filiponi wraz z jej odmianami nie oznacza bynajmniej jakiejś określonej sekty i sami staroobrzędowcy protestują zazwyczaj przeciwko jej użyciu. W szczególności filiponi me mają nic wspólnego z filipowcami, sektą założoną w 1737 r. nad rzeką Wyg (między jeziorem Oniegskim a Morzem Białym) przez mnicha Filipa, który nigdy nie opuszczał Północy i już w r. 1743 dobrowolnie spalił się wraz z grupą swych uczniów. Sekta ta nigdy nie była znana ani na ziemiach Rzeczypospolitej, ani na Mazurach, a zasięg jej ograniczał się, poza niezbyt licznymi gminami w obu stolicach i paru większych ośrodkach, do północnych terenów Rosji. Informacje podane na ten temat przez I. Grek-Pabisową (o.c, passim), wręcz identyfikującą filiponów z filipowcami, są błędne. - Ponieważ nazwa „filiponi“ w odniesieniu do staroobrzędowców mazurskich jest powszechnie używana przez ludność okoliczną i przyjęła się w literaturze, będę jej w niniejszym studium od czasu do czasu używał ujmując w cudzysłów.

[8] Nie do trzeciego pokolenia, jak mylnie twierdzi Grek-Pabisowa, o.c., s. 142.

[9] Pierwotnie staroobrzędowcom proponowano nabycie dóbr Śmietki, Ogródek i Skomacko w powiecie ełckim, lecz transakcja ta nie doszła ostatecznie do skutku.

[10] Mórg pruski - 2550 metrów kwadratowych.

[11] Nazwa Nikolaihorst została wybrana dla uczczenia Mikołaja I. Titius podaje, że z podobnych względów osady Onufrygowo i Kadzidłowo miały otrzymać nazwy Wilhelmshuld i Alexanderhorst, lecz zamiaru tego ostatecznie zaniechano. Mościszki i Gałkowo zostały później połączone pod nazwą Nickelhorst.

[12] Na nieporozumieniu lub nieścisłości w sformułowaniu oparte jest twiredzenie Grek-Pabisowej, o.c., s. 143, jakoby, oprócz staroobrzędowców zamieszkujących „tereny należące przed rokiem 1807 do Prus (tzn. Nowe Prusy)“, udział w imigracji wzięli „mieszkańcy innych (podkreślenie moje – W.J.) okolic, a nawet główną masę przesiedleńców stanowili wychodźcy z powiatów rzeżyckiego  i dynaburskiego“, co u nie zorientowanego czytelnika może wywołać wrażenie, że miało miejsce bezpośrednie przesiedlenie do Prus spod Rzeżycy i Dynaburga na Mazury. Tymczasem, jakkolwiek imigrantów istotnie było wielu pochodzących z owych ziem, wszyscy oni mieli za sobą dłuższy okres osiedlenia na terenach „Nowych Prus“, czyli po prostu na Suwalszczyźnie, Sejneńszczyźnie i Augustowszczyźnie.

[13] Myli się natomiast I. GrekPabisowa, o.c., s. 146, twierdząc, jakoby staroobrzędowcy mazurscy nie podlegali żadnym władzom sądowym i „nie znali oskarżeń i wyroków sądowych“.

[14] „Preussische Provinzial-Blätter“, 1833, s. 661-668.

[15] W kościele prawosławnym istniał zwyczaj bicia podczas uroczystych nabożeństw w kilka, a nawet kilkanaście dzwonów, od największych do najmniejszych, co dawało wspaniałe efekty dźwiękowe. W Rosji carskiej używanie dzwonów było staroobrzędowcom zakazane.

[16] Przytaczam poniżej w oryginale zachowany spis treści 39 rozdziałów, z których składała się praca: 1. Die Raskolniken. 2. Die Philipponen. Entstehung ihrer Sekte. Frühere Geschichte und Schicksale derselben. 3. Ursache der Auswanderung der Philipponen aus Polen nach Preussen. 4. Geschichte der Auswanderung aus Polen nach Preussen. 5. Die einzelnen Kolonien. Namen. Gründer. Zeit der Gründung. Lage. Namen der Grundsbesitzer. Flacheninhalt und Beschaffenheit des Bodens. Kaufgeld, Abgabe, Gebäude, Einwohner, Familien, Viehstand zeigt die beigefügte Tabelle, 6. Lebensquelle der Philipponen. Ihre Religionsbücher. 7. Verzeichnung der Bucher der heutigen Philipponen. 8. Lehrbegriff. Dasein Gottes, Dreieinigkeit. Gottes Eigenschaft. Von der Erschaffung der Welt und der Menschen. Von den Engeln. Vom Sündenfall und der Sünde. Von Christo und der Erlösung durch Ihn. 9. Fortsetzung. Von den Sakramenten. Von der Auferstehung und dem jüngsten Gericht, Himmel und Hölle. Zustand der Gestorbenen nach dem Tode. 10. Fortsetzung. Anbetung der Heiligen und der Bilder. Verzeichnis und Beschreibung der Heiligenbilder. 11. Glaubensbekenntnis der Philipponen. 12. Von den Kirchen und Bethausern. 13. Der Staryk und der Kniżnik. 14. Einsiedler. Klöster. Mönche und Nonnen. 15. Vom Gottesdienst und seinen Zeremonien. 16. Fortsetzung. 17. Die Busse. 18. Von der Taufe. 19. Das Begräbnis. 20. Von den Festtagen. 21. Die Fasten. 22.Von der Verheiratung und der Ehe. 23. Vom Kriegsdienst. Der Eid. Das Verbot des Bartscherens.24. Testamente. Erbfolge und Erbteilung. Mündigkeit und Unmündigkeit der Erben. Polizeiliche Verhältnisse. Familiennamen. 25. Verbot des Tabaks, der Arzeneien und der Ärzte.26. Von Speisen und Getränken. 27. Von der Kleidung. 28. Die Wohnung und das Hausgerät. 29. Von den Badehäusern. 30. Bildung der Philipponen. Anzahl derer, die lesen und schreiben können Schulhäuser. Lehrer, Unterricht der Kinder. 31. Körperbau, Charakter. 32. Beschäftigung der Ansiedler. 33. Unterscheidungspunkte der Philipponen von der russ. Kirche. 34. Fernere Geschäfte in Preussen. Aufnahme unlkegitimierter Personen. Beitrag zur Charakteristik der Kolonisten 35 Fortsetzung. Wiesenaustausch. Verweigerung der Kontraktsvollziehung. Klage gegen den Staat. (Fernerer Beitrag zur Charakteristik der Philipponen). 36. Verhältnis der Philipponen zu den eingeborenen Preussen. 37. Ermittelung der bürgerlichen und religiösen Verhältnisse der Philipponen. Anwesenhelt des OberIandesgerichts-Chefspräsidenten Bertram aus Insterburg in den Kolonien 38. Anwesenhelt Sr. Kgl. Hoheit des Kronprinzen in den Kolonien. 39. Beschluss.

[17] W wykazie tym wymienione są m. in. Biblia Ostrogska, Ewangelia i Apostoł 1596 r., Mineja ogólna wydania moskiewskiego 1645 r., Prolog wydania moskiewskiego 1664 r., Księga Cyryla (Kiriłłowa kniga) 1644 r. i szereg ksiąg liturgicznych wydanych w XVIII wieku w Wilnie, Grodnie, Supraślu, Poczajowie. Gerss podaje, że widział także u staroobrzędowców wiele innych ksiąg, w szczególności „leżące w kurzu“ u sołtysa wojnowskiego.

[18] J. P. Kuzniecow, O staroobriadcach w Prussii. „Litowskije jeparchialnyje wiedomosti“, 1872, nr 13.

[19] Nauka czytania po cerkiewnosłowiańsku i po polsku dla chłopców była prowadzona niemal od początku istnienia kolonij. Język niemiecki zamiast polskiego został wprowadzony, jak wiadomo dopiero w 1871 roku.

[20] Wtórny charakter, wynikający z nieuznawania wprowadzonych przez Nikona poprawek, mają wszystkie inne właściwości obrzędowe odróżniające staroobrzędowców od kościoła oficjalnego: dwupalcowy (zamiast trójpalcowego) znak krzyża, dwukrotne, zamiast trzykrotnego, powtarzanie wyrazu alliłuja, pisownia Isus zamiast Iisus itd. Różnic dogmatycznych nie było natomiast, przynajmniej pierwotnie, żadnych.

[21] Cmentarz Prieobrażeński został założony w 1771 r. podczas straszliwej epidemii dżumy przez wybitnego fiedosiejewca, kupca moskiewskiego I. Kowylina, któremu udało się uzyskać od rządu przywilej na utworzenie przy nim instytucji dobroczynnych. Dzięki hojnym ofiarom kupców Moskwy i innych miast stał się cmentarz Prieobrażeński silną organizacją i odegrał doniosłą rolę w życiu religijnym bezpopowców.

[22] Do staroobrzędowców zastosowano ustawę 30 marca 1847 r. wprowadzającą ślub cywilny (tzw. Notzivilehe) dla członków tych gmin wyznaniowych, których śluby religijne nie były uznane przez państwo. Obowiązkowy ślub cywilny został wprowadzony w Niemczech dopiero w 1875 roku.

[23] Formuła ta oparta jest na tekście Ewangelii: „Budi że słowo wasze: jej, jej, ni, ni; liszsze że ot nieprijazni jest’” („Ale mowa wasza niech będzie : tak, tak; nie, nie; a co więcej nad to jest, od złego jest“ - Mat. V, 37). Wyrazy cerkiewnosłowiańskie jej, jej znaczą więc w formule przyrzeczenia po prostu „tak, tak“, a nie „dalibóg“, jak czytamy u I. GrekPabisowej, o.c., s. 147.

[24] Przeszedł niebawem do popowców, przyjął święcenia biskupie od tzw. „hierarchii austriackiej“ (przebywającej w klasztorze białokrynickim na Bukowinie) z tytułem arcybiskupa włodzimierskiego i wszech Rosji i odegrał na tym stanowisku wybitną rolę.

[25] Zob. o nim w Słowniku Biograficznym, t. VII/4, Kraków 1949.

[26] Zecerem został niejaki Gołubiew .(przejdzie on później na prawosławie i przyjmie w 1867 r święcenia kapłańskie).

[27] Na tej podstawie powstała utrzymująca się dotąd wśród zakonnic klasztoru wojnowskiego i powtórzona przez I. GrekPabisowa, o.c., s. 145, legenda o istnieniu w Piszu drukarni, zorganizowanej przez staroobrzędowców jako samodzielne przedsiębiorstwo.

[28] Brak natomiast podstaw do przypuszczenia, że Paweł Pruski utrzymywał stosunki z „emigracyjną grupą“ staroobrzędowców w Londynie, o czym pisze I. Grek/-Pabisowa, o.c., s. 145. Grupa taka nigdy zresztą właściwie nie istniała, może tu więc jedynie chodzić o współpracownika Herzena W. Kielsijewa, który w nadziei wykorzystania staroobrzędowców dla ruchu rewolucyjnego nawiązywał kontakty z ich czołowymi przedstawicielami w Rosji i za granicą.

[29] Nie udało mi się, niestety, ustalić dokładnej daty tego soboru.

[30] Jedinowierije - odłam popowców, który w r. 1800 zawarł rodzaj unii z kościołem prawosławnym z zachowaniem form starego obrzędu.

[31] Sogłasije pomorskie - pierwsza chronologicznie organizacja bezpopowców, powstała w końcu XVII wieku na Pomorzu rosyjskim (stąd nazwa) ze słynnym klasztorem wygowskim (Wygowskaja pustyń) nad rzeką Wyg jako ośrodkiem. „Pomorcy“ w zasadzie odrzucali małżeństwo, lecz w praktyce stosowali daleko idącą tolerancję. Odłamem „pomorców“, utworzonym w drugiej połowie XVIII stulecia przez Wasilija Jemieljanowa, byli pomorcy braczniki (od brak - małżeństwo), wyznawcy nauki o „małżeństwie bez słów kapłańskich“.

[32] Opowiadano mi w Wojnowie podanie o straszliwej burzy, którą zesłał Bóg jako ostrzeżenie Słowikowowi, gdy ten, zawiesiwszy w molelni klasztornej zabitego wieprza, zabrał się do ćwiartowania go.

[33] I. Dobrowolskij, Missionierskij otczot o pojezdkie k raskolnikam Korolestwa Prusskogo. „Bratskoje słowo“, t. I, nr 4, Moskwa 1886, s. 289-301.

[34] Podczas pobytu w Wojnowie w 1959 r. udało mi się powierzchownie obejrzeć księgozbiór klasztoru Spas-Troickiego. Znalazłem tam dwa rękopisy, jak się zdaje, z XVIII wieku: 1) Margaryt i 2) wspaniały Irmologion z pięknymi różnobarwnymi ornamentami i inicjałami w tzw. pomorskim stylu. Ze starodruków pokazano mi 1) Oktaj (Oktoich) 1631 r., 2) Oktaj 1618 r., 3) Mineję, sierpień, 1646 r., 4) Ewangelię 1629 r., 5) Prolog, czerwiec-sierpień, bez końcowych stron, 6) Mineję świąteczną bez końcowych stron, 7) Mineję ogólną 1637 r., 8) Potrebnik 1651 r. Poza tym w klasztorze znajduje się znaczna liczba ksiąg liturgicznych wydanych w Poczajowie w XVIII wieku oraz moskiewskich wydań XIX i XX wieku (m. in. Istorija pomorskich otwietow). Jest też trochę książek wydanych w Piszu pod firmą Sławianskaja Tipografija Jogannisburg (m. in. parę numerów czasopisma Istina).

[35] W. S., Staroobriadcy w Prussii. „Cerkow’”, Moskwa 1914, nr 13.

[36] Statji i matieriały iz cztienij w krużkie lubitielej russkoj stariny, Berlin 1932.

[37] „Wiestnik Sowieta staroobriadczeskich sjezdow i soborow w Łatwii“, nr 2, Dwinsk 1932.

[38] Rozmawiałem z jednym, który jako szeregowiec piechoty przebył drogę do Stalingradu, a pod koniec wojny znalazł się w Grecji.

[39] Po śmierci ks. Awajewa, która nastąpiła w 1957 roku, jego miejsce zajął przysłany przez metropolię warszawską młody proboszcz.

[40] Szczegóły p. u I. Grek-Pabisowej, o. c., s. 148.

[41] Zachowały się jedynie nieliczne bajki, por. I. Grek-Pabisowa, o. c., s. 145. Co do pieśni śpiewanych przez młodzież, są one późnego, przeważnie literackiego pochodzenia (są wśród nich nawet radzieckie).

[42] P. Biessonow, Kaliki pieriechożyje. Sbornik stichow i issliedowoanije, Moskwa 1861-1864.