Piotr Leonow

 

STAROOBRZĘDOWCY

 

POWRÓT

 

W odległości 10 km od Augustowa znajdują się wśród lasów dwie wsie - Bór i Gabowe Grądy. Mieszkańcami tych wsi są starowiercy. Przywędrowali oni do Polski w XIII wieku po reformie kościoła prawosławnego w Rosji. Przodkowie ich nie mogli pogodzić się ze zmianami w obrzędach religijnych i obyczajowych, wprowadzonymi przez patriarchę Nikona.

 

Po zwycięstwie reformacji rozpoczęło się prześladowanie tych, którzy nie godzili się ze zmianami, umożliwiającymi szeroki rozwój kulturalny Rosji - państwa zacofanego pod względem gospodarczym i kulturalnym.

 

Część wyznawców starej wiary pomimo prześladowań nie zgodziła się na żadne zmiany obrzędów i zmuszona była szukać schronienia za granicą lub na Syberii, która w owych czasach dawała najlepsze schronienie osobom prześladowanym.

 

W wierze staroobrzedowej było kilka odłamów. Byli popowcy i bezpopowcy, filipowcy i biełomorcy. Starowiercy augustowscy zaliczają się do bezpopowców i biełomorców. Przodkowie ich przywędrowali do Polski przez Morze Białe, Półwysep Skandynawski i Morze Bałtyckie. Początkowo osiedlili się w okolicach Warszawy, następnie zaś po Powstaniu Styczniowym 1863 r. zostali przez rząd carski przesiedleni w lasy augustowskie, gdzie otrzymali przydział ziemi w ilości 15 morgów na rodzinę. Ziemię tę wykarczowali i zaczęli uprawiać. Głównym źródłem utrzymania Starowierców nie było jednak rolnictwo, lecz obróbka drzewa, roboty stolarskie i ciesielskie, oraz prace melioracyjne. W wykonywaniu tych prac byli mistrzami.

 

Dzięki wierzeniom religijnym nie utracili poczucia narodowości i języka ojczystego. Pomimo przebywania w obcym dla nich środowisku, nie ulegli asymilacji, lecz zachowali do II wojny światowej oprócz religii również stroje i obyczaje narodowe.

 

Kobiety starowierskie ubierały sie w sarafany podobne do sukienek, tylko że długie aż do ziemi i bardzo szerokie u dołu, na szelkach i bez rękawów. Pod sarafan wkładały kolorową koszulę ozdobnie wyszywaną, na sarafan zaś bluzkę białą, także ozdobioną, z rękawami długimi lub krótszymi do łokcia.

 

Trzewiki nosiły o długich cholewkach sięgających pod kolana, zwane husarami. Panny miały włosy zaplecine w jeden warkocz, kobiety we dwa warkocze z których układały kok. Głowy u panien i mężatek obowiązkowo musiały być przykryte chusteczką. Kiedy było zimniej, to wkładały sak pasowany w talii.

 

Pos arafanie można bylo określić z jakiej rodziny pochodziła panna - bogatej czy biednej. Czym bogatsza panna, tym więcej zużywała materiału na sarafan.

 

Zimą nosiły kożuszki lub palta na kożuszkach.

 

Mężczyźni ubierali się w szerokie szarowary zapinane pod kolanami, lub obcisłe spodnie, oraz koszule z jednolitego materialu w różnych kolorach ze stojącym kołnierzykiem zapinanym z boku. Kołnnierzyk, dół koszuli i rękawy były ozdobnie wyszywane.

 

Koszule nosili wykładane na spodnie i przepasywali sie pskiem szerokim na półtorej dłoni, zapinanym na dwie sprzączki. Wzdłuż pasa przebiegały cztery kolorowe paski. Po bokach sprzączek znajdowały się skórzane kieszenie naszywane na całą szerokość pasa. Na nogi wkładali starowiercy buty o miękkich lub sztywnych cholewach i słupkowatym obcasie. w dnie powszednie nosili buty z oberżniętą cholewą lub łapcie plecione ze sznurków. Nogi owijali onucami do kolan, przymocowując je do nóg cienkimi sznurkami.

 

Ubierali się w kaftany, dopasowane w talii i ramionach, a rozszerzające się ku dołowi. Strój świąteczny niczym prawie nie różnił się od powszedniego zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn. Strój powszedni był tylko więcej zniszczony. Mężczyźni udając się do domu modlitwy, podobnemu architektonicznie do cerkwi, wkładali sutanny uszyte z czarnego materiału, długie do samej ziemi i szerokie u dołu.

 

Stroje starowierców zgodne były z wymaganiami religijnymi, a ich zmiana uważana była za herezję.

 

Zamieszkiwali starowiercy w chatach przeważnie trzyizbowych, w których panowała wzorowa czystość. Wnętrze kuchni różniło się od kuchni chłopskiej jedynie przybudowanym do pieca przypieckiem, na którym można było wylegiwać się, oraz ikoną umieszczoną we wschodnim kącie izby.

 

W pokoju na środku znajdował się stół. Dookoła niego stały krzesła porobione z szerokich desek, pod ścianami ławy, komoda, do której składało się czystą bieliznę oraz kufer z dywanami i ubraniem. Podłoga wyściełana była chodnikami tkanymi ze starych różnokolorowych szmat. Na ścianie wisiało lustro i duży wahadłowy zegar zakryty wyszywanymi ręcznikami. Również okna były upiększone ręcznikami. Łóżka stały w drugim pokoju przykryte płachtami z dwoma rzędami poduszek ustawionymi stozkowato i zakończonymi jaśkiem.

 

Głównym zajęciem starowierców było przecieranie ręcznie drzewa na deski, belki lub inny materiał budowlany. Mała ilość tartaków sprzyjałła rozwojowi tego zawodu. Do przecierania drzewa uzywali pił podłużnych o długości ponad półtora metra, z długimi zębami. Przy przecieraniu piłą drzewa pracowały dwie osoby, lecz starano się pracować w zespołach po pięć pił.

 

Kloce na kozły podnoszono ręcznie. W zalezności od ciężaru kloca zbierała się odpowiednia ilość traczy i ze śpiewem wrzucali kłode na kozły. Piosenka miała za zadanie ułatwić równoczesny i energiczny podrzut. Na tak podniesione drewno wchodził jeden z traczy, a drugi pozostawał na dole, podając górnemu piłę, którą ten naciskał silnie, a dolny ciągnął w dół całym ciałem.

 

Inne zajecia starowierców nie różniły się od prac wykonywanych przez okoliczną ludność. Kobiety trudniły się przeważnie tkactwem. Przędły len i tkały płótna oraz chodniki i płachty z różnokolorowych szmat. Z wełny wyrabiały skarpety, rekawice, chusty na głowę, szale i swetry.

 

Z nadejściem zimy młodzież nie próżnowała. Był to okres kiedy w długie zimowe wieczory rozpoczynały się gry i zabawy. Do tego celu wynajmowano dom, który był stałym punktem zebrań. Panny przychodziły z kołowrotkami, przędły len i wełnę śpiewając przy pracy piosenki. Chłopcy w tym czasie popisywali się sprytem i siłą. Za przykład może służyc gra w pytę. Pyta był to skręcony ręcznik. Chłopcy siadali na podłodze tworząc koło. Kolana unosilli do góry nie odrywając stóp od podłogi i pod kolanami jeden drugiemu podawali pytę. Chłopiec który znajdował się w kole, zmuszony był pytę pochwycić. Kiedy szukając jej odwrócił się, chłopcy bili go pytą po plecach. Gdy odwracał się w druga stronę koła i z tamtej strony spadała mu na plecy. U kogo została przychwycona lub pod kim ją znaleziono, ten szedł do środka.

 

Wymagało to szybkiej orientacji i nielada sprytu ażeby ją pochwycic u chłopaków, którzy udawali ruchhami rąk, że kazdy z nich ją posiada. Inna gra polegała na strąceniu przeciwnika z ławy.

 

Na wąskiej ławce siadało po turecku dwóch chłopców zwróconych do siebie twarzami. Jeden krzyzował ręce w taki sposób, że zasłaniał sobie dłońmi uszy. Drugi staral się uderzeniem ręki w jego dłoń zrzucić go z ławy. Nie wolno było spychać, natomiast wolno było upozorować cios. Zdarzało się, że przeciwnik spodziewając się mocnego ciosu zbytnio przechylał się i nie otrzymawszy uderzenia sam spadał na podłogę.

 

W dni świąteczne dziewczęta bawiły się razem z chłopakami, najczęściej „w sąsiada”. W grze tej siadali parami panienka z chłopakiem. Dobierali się wedłudg gustów i sympatii. Jeden z chłopców uzbrojony w szeroki skórzany pas zwracał się kolejno do par, z zapytaniem czy podoba się sąsiadowi sąsiadka. Jeżeli byli zadowoleni to całowali się publicznie w usta, a jak nie, to chłopak mógłprosic o zmianę sąsiadki. Wskazywał imiennie wybraną dziewczynę, którą zwalniał lub też nie jaj sąsiad.

 

Jeżeli jej nie puszczał, to zgodnie z wolą pragnącego był bity pasem po dłoni słabo lub mocno, w zalezności od tego ile uderzeń żądał zmieniający. Dla urozmaicenia gry zmieniano również sąsiadów. Sens gry polegał na tym, ażeby poprzez bicie pasem po rękach rozłączyć zakochane pary.

 

Byli i tacy, którzy cierpliwie znosili bicie i nie puszczali od siebie ukochanej. Gra ta obowiązywała wszystkich uczestników i jeżeli ktoś nie chciał brać udziału w zabawie, zmuszony był opuścić pomieszczenie.

 

W przeddzień wigilii rozpoczynały się wróżby. Wieczorem zbierały się oddzielnie dziewczęta i oddzielnie chłopcy. Dziewczęta biegały pod oknami i pytały zmienionym głosem, jak będzie miał na imię jej przyszły mąż. Z domu odpowiadano im dowolne imię.

 

Obejmowały one również sztachety i liczyły czy wypadnie liczba parzysta, co znaczyło że wyjdzie w karnawale zamąż, czy też nieparzysta, oznaczająca samotność. Wróżono również przy pomocy rąbanego drzewa. Należało z szopy zgarnąć jak największą ilość rąbanego drzewa i zanieść do domu, a tam podobnie liczyć do pary polana. Tak samo wróżyli i chłopcy, tylko że ci nieśli drzewo z domu do swej wybranej dziewczyny i tam je liczyli.                

 

Dziewczęta wróżyły sobie również i przy pomocy wosku. Gorący wosk lały na wodę i z powstałych figur określały jaki czeka je los. Jeżeli z wosku utworzył się pierścień, to dziewczyna miała wyjść zamąż. Jeśli utworzyła się kołyska, to mogła spodziewać się dziecka, a jak wieniec, to staropanieństwa.

 

Do obyczajów starowierców należał także kulig urządzany na Nowy Rok. Organizowany on był dlatego ażeby len dobrze obrodził i kobiety mogły utkać dużo płótna.

 

Zaprzęgano po kilka koni do jednych sań, konie przystrajano kolorowym papierem, przyczepiano do konia po dwa dzwonki o silnym, dźwięcznym tonie. Na sanie siadała młodzież parami i przy akompaniamencie harmonii i dźwiękach dzwonków śpiewała piosenki. Młodzież starała się zorganizować jak największą ilość sań biorących udział w kuligu, ażeby zapewnić bardzo obfity urodzaj lnu na swych polach.

 

W karnawale, w wypadkach jeżeli rodzice nie zgadzali się na małżeństwo swej córki ze swatającym kawalerem, panny były porywane podczas jarmarków. Wypadki te miały miejsce najczęściej jeżeli bogata panna kochała się w biednym chłopcu i sama chciała aby ją narzeczony porwał, bo tylko w taki sposób mogli zawrzeć małżeństwo. Wtedy rodzice zmuszeni już byli pogodzić się z losem. Nierzadko urządzano za nimi pościg, który czasami kończył się odebraniem dziewczyny z rąk chłopaka i mocnym poturbowaniem go przez ścigających.

 

Chłopak kochający swą wybraną nie rezygnował z porwania i starał się swą ukochaną wykraść z eskorty jej braci i krewnych nawet z odbywających się wieczorków. W wyjątkowych wypadkach porywano dziewczynę wbrew jej woli. Jeżeli pomimo namów, obietnic i przyrzeczeń, że będzie jej dobrze u przyszłego męża, dziewczyna bardziej energicznie nie zgadzała się, zostawiano ją w spokoju i umożliwiano powrót do domu. Mniej energiczne ulegały losowi.

 

Na wieczornicach w karnawale panienki tańczyły rosyjskie tańce ludowe zwane korowodami, często równocześnie śpiewając.

 

Prawie każdy staroobrzędowiec posiadał łaźnię w której kąpano się w soboty. Jeżeli łaźnię przygotowywano w inny dzień, oznaczało to, że w rodzinie jest ktoś chory. W łaźni leczono takie choroby jak przeziębienie, lub niedomagania w mięśniach. Na gorące kamienie lano wodę, co wytwarzało ogromne ilości pary. Brzozową miotełką z liśćmi uderzano z lekka po całym ciele, co zwiększało temperaturę i obieg krwi. Po wyparzeniu chorego stosowano masaż. Zdrowi opuszczali łaźnię bardzo rozgrzani i tarzali się w śniegu lub kapali w lodowatej wodzie. Chory udawał się do domu, wypijał większą ilość herbaty zaparzonej odpowiednimi ziołami z samowara i kładł się pod pierzynę. Niejednokrotnie na drugi dzień wstawał już zdrów. Starowiercy to lud pracowity i zdrowy. Pomimo ciężkich warunków bytowych żyją długo. Często spotyka się staruszki i starców, których wiek przekroczył 80 i 90 lat. W większości wypadków zachowują rzeźkość i zdrowie aż do śmierci. Dzieci chrzczą zanurzając je nawet zimą po trzykroć całkowicie w wodzie, nierzadko z lodem.

 

Podczas II wojny światowej staroobrzędowcy wywiwzieni byli na roboty przymusowe do Niemiec. Wsie ich zostały doszczętnie zniszczone. Po wyzwoleniu około 50 proc. wyjechało do ZSRR, reszta powróciła w rodzinne strony, gdzie odbudowała wsie. Młodzież nie mając zapewnionych warunków utrzymania przesiedliła się do pobliskiego miasta powiatowego Augustowa. W chwili obecnej trudno odróżnić starowierców od otoczenia. Golą brody, palą papierosy co jest zakazane przez religię i nie podtrzymują starych obyczajów. Jedynie na wsi pozostała nieduża ilość starszych osób, którzy nie golą bród, nie palą papierosów, lecz również ubierają się w stroje używane powszechnie. Po wymarciu starszego pokolenia o starowierach pozostaną mity i wspomnienia.  

 

POWRÓT

 

Źródło: P. Leonow, Staroobrzędowcy, „Russkij Gołos”, 1960 (R. 4), nr 6, s. 6 (ze zbiorów Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie)